Masz rację. Trzeba się z tego śmiać bo nic innego nie pozostaje.
Na pewno, nie bede się ćwokowi tłumaczyć. W końcu pier...ony biały smok jest mój, chodzenie z nim nie jest zabronione i niech się buja


</QUOTE>Bastuś pisze:</s>W Lublinie ludzie raczej tolerancyjni, ale niemiłe sytuacje się zdarzają. Wczoraj miałam niemiłe "starcie" z jednym wstrętnym babsztylem. Babsko ma dwa setery irlandzkie. Ma na ich punkcie bzika. Pierwszy raz jak zobaczyła Bastka to wpadła w histerie, zaczęła wrzeszczeć żebym mu założyła kaganiec i kolczatkę, mały miał wtedy 3 miesiące. Kolejne nasze spotkanie tez nie należało do miłych. Jej pies koniecznie chciał podejść do Bastka i się pobawić a ona odciągneła go i powiedziała "on nie musi być twoim przyjacielem". Ok pomyślałam babsko jest dziwne, od tamtej pory staram się omijać ją z daleka. Jednak wczoraj doszło do otwartej kłótni. Bastek na wieczornym spacerze biegał razem z innymi psami (duży wilczur i amstaf) a ta typeska swojego psa wprowadziła w sam środek zabawy. Psy jak to psy radośnie podbiegły do niej i jej psa na co ona wpadła w szał. Zaczęła krzyczeć na mnie żebym zabierała tego psa mordercę, że mój pies skrzywdzi jej psa. ze jestem nie odpowiedzialna bo puszczam takiego psa mordercę luzem, że może przecież ugryźć. Ja jej odpowiedziałam że to jest młody pies (10 maja będzie miał 5 miesięcy) i że nikogo nie skrzywdzi. a ona , że mój ma możliwości - to jej powiedziałam, że jej grzeczne psy też mogą ugryźć bo przecież maja zęby i że każdy może ugryźć nie tylko mój. Strasznie się zapieniła. A ja miałam już zmarnowany wieczór i mój pies też, już nie chciał się bawić.
Musze jednak przyznać, że tylko ta kobieta ma negatywny stosunek do psa. Inni ludzie są przyjaźnie nastawieni, często słyszę, że mam cudownego pieska, że jest śliczny i kochany. Niektórzy codziennie się z nim witają a dzieci za nim szaleją.
A jeśli chodzi o śmieszne nazywanie bulików to ja usłyszałam o swoim, że idzie skrzyżowanie mrówkojada z nosorożcem.




