a ja miałem dzisiaj taką w sumie mało sympatyczną sytuację...w zoologicznym w Belgu /kto z katowic, to wie mniej więcej gdzie /spotykam znajomą, z którą generalnie widzę się raz na pół roku z torbą zakupów

, ona pyta, z wielkimi oczami, czy ja mam zwierzaka, potem z jeszcze większymi zobaczyła Zorę przez szybę /siedziała grzecznie przed sklepem

/...krzyknęła najpierw "co zaświnia!", poprawiłą komentarzem: "ale one mają szczękoscisk..."...no to już nie wytrzymałem, odwiązałem piesynkę i spuściełm na "atak pieszczot" /ona tak załatwia ludzi nieprzyzwyczajonych, że się każe cały czas głaskać i bawić.../, później tarzanie i robienie z siebie ogólnego debilka

no i laska zmiękła w minutę i już nie było "szczękościsku" tylko lizanie po twarzy i podskakiwanie...
Wystarczy dać szansę!
PS. ...a laska oczywiście nie omieszkała pochwalić się, że ma labradora...i miedzy wierszami powiedzieć, że nikt go nie potrafi ułożyć...dziwne!
Myślę, Karin, że będzie naprawdę przyjemnie, żeby tylko nie lało...miałem spotkanie z konferansjerem i się ucieszył, że będą psy, bo to zawsze jakoś poprawia klimat...