4 lata temu kupiłam Doga Niemieckiego- błękitnego psa (niestety biega już za tęczowym mostem).
Oczywiście z rodowodem, kosztował wtedy 2500 zł.
Moja mama go zobaczyła i ogromnie się jej spodobał. Nie pytając nikogo o radę poszła po najmniejszej linii oporu i zadzwoniła do jakiejś rozmnażalni. Szczeniaki po 450 złotych, wspaniałomyślny pan zgodził się dowieźć pieska gratis... Jedyne co zdążyłam jeszcze zrobić to powiedziałam mamie żeby ten facet przywiózł dwa- żeby cokolwiek zobaczyć i porównać.
W krótkim czasie pan przywiózł szczeniaki w plastikowej skrzynce. Niemiłosiernie śmierdziały własnymi odchodami, jakby były wyciągnięte z chlewika. Całe w jakiejś glinie i słomie. Chude z krzywicą, grzybicą i wzdętymi brzuchami. Żal serce ścisnął. Przemiły pan zaproponował, że jak dorzucimy 100 zł to dwa nam sprzeda- "bo tu im dobrze będzie". Kompletnie mnie zamurowało. Pan zostawił obydwa szczeniaki nawet bez tej "stówki".
Pieski urosły. W wieku pół roku można już było zauważyć, że są zlepkiem dosłownie WSZYSTKICH wad Doga Niemieckiego. Od budowy po charakter. Pies był agresywny- gryzł wszystkich i wszystko. Nie pozwalał domownikom usiąść w swojej obecności. U suki wyszła dysplazja stawów biodrowych- taka, że w wieku 8 miesięcy nie była w stanie chodzić.
Żal mi ludzi, którzy tłumaczą, że "przecież nie chcą wystawiać psa" lub "7 (czy któryś tam) szczeniak z miotu nie dostaje już rodowodu" i "w tej chwili nie stać ich na taki wydatek, a bardzo chcą mieć psa" itd. itp.
Rodowód to nie tylko świstek papieru, który wrzucamy do szuflady. To gwarancja, że nasz pies będzie miał nie tylko wygląd, ale i cechy charakteru wybranej przez nas rasy. A dodatkowo jeśli rasa jest podatna na wrodzone choroby- możemy sprawdzić czy rodzice, dziadkowie, pradziadkowie......... naszego psa byli na nie chorzy- 100% gwarancji to nie daje, ale pewnie z 99%

Pozdrawiam!