oooo widze ze jest wiecej rannych ptaszkow
u nas na poczatku byla masakra... 3-5 rano pobudka przez kilka tygodni. Ale ze chcialam go nauczyc w miare szybkiego pojmowania gdzie sie sika to biegalam w pizamie po osiedlu (cale szczescie ze lato i malo sąsiadów)... potem spanie wydluzylo sie do 6. Przez ponad pol roku nie uzywalam budzika... Oczywiscie Bulbo nie odroznial weekendow
teraz troche lepiej bo spimy w weekend do 8, zimą kilka dni mu sie zdazylo do 9...
Rowniez nie ma znaczenia czy ostatni spacer ma o 23 czy o 3 rano.
(szczytem jego bezczelnosci byla pobudka w nowy rok o 6.30 mimo dlugiego spaceru o 3 rano)
Gąbka w klatce nie pomaga... zawsze znajdzie jakis sposob zeby sie obetrzec o jakas trzeszczaca sciane klatki, a ze nie jest w klatce zamykany to nos w parkiecie, lapy na łóżku i furkanie to norma... nie da sie spac. Nawet zlamalam postanowienie i probowalam go wziac na łóżko zeby zyskac pare cennych minut (godzin) w weekend. Ale skonczylo sie skakaniem i 'zabawa' - odpada.
Chwilowo na weekendy mam patent szybkiego spaceru o 8 (zazwyczaj tak staram sie to wymanewrowac zeby byla Mariusza kolej

) a potem duza kosc cieleca (zamykam wtedy w klatce z psem) i spie do 10
ok, nie jest idealnie, ale nie trace nadziei ze w koncu nauczy sie naszego trybu spania... tylko ciekawe czy ja jeszcze bede umiala do niego wrocic
