Jestem w szoku, u mnie sytuacja odwrotna. Yogi ma zegar biologiczny o napędzie atomowym, codziennie rano budzi się między 6.58 - 7.03 (!) i ze swojego posłania w klatce na korytarzu przemieszcza się do sypialni...tup tup tup pazurkami po posadzce i już przednie łapy uwala na łóżko i wylizuje twarz, włosy, ręce. Oczywiście zwalamy go na ziemię albo wysyłamy "na miejsce" ale sluchajcie, ta bestia opanowała budzenie do perfekcji!
Jeśli zamknę go w klatce to zaczyna merdać radośnie ogonem i robi taki huk że juz wolę go wypuścic.
Jeśli pozwolę mu spac przy łóżku na dywaniku, zaczyna sapać, stękać, węszyć, przytykać nos do obślinionej podłogi z czego robi się strasznie głośne chrumkanie.
Jak już u kresu wytrzymałości każę mu być cicho siada pod szafą i znowu radośnie wali w nia ogonem
W tygodniu to całkiem fajne bo i tak musze wstac do pracy, chociaz nie powiem, kazde 15 minut snu jest cenne, ale w weekend?
I od razu wyjasniam ze nie chce mu sie siku ani nie jest niewybiegany, nie ma znaczenia czy wyprowadze go o 2 w nocy na spacer czy o 10 wieczorem , czy biegal caly dzien czy spac.. Zawsze to samo!
Jestem ciekawa czy ktos na forum równiez ma takiego rannego ptaszka w domu.





