Stało się (a raczej dzieje się) coś czego najbardziej się bałam.
Jakieś dwa tygodnie temu Nadi coś strasznie narozrabiał i na niego nakrzyczałam. Schował się za moją mamę,a ona go przytuliła i zaczęła pocieszać. Od tego momentu zdarza mu się na mnie warczeć. Dwa razy przy jego kojcu (raz myślałam,że mnie chapnie) a pare razy ot tak gdzieś w mieszkaniu. W ostatnim przypadku chciałam go pogłaskać. Nie ukrywam,że się go przestraszyłam. Pupilek szczerzący kiełki to nie jest przyjemny widok... Póki co w momencie gdy na mnie warczy albo się od niego odsuwam udając,że nic się nie stało,albo go głaszczę i pokazuję,że nie jestem zła. Napewno źle robię dlatego potrzebuję Waszej pomocy
Problem ten nie urósł jeszcze do rozmiaru prawdziwego problemu.Jest to,można powiedzieć,problemik.Chciałabym jednak temu zaradzić nim mój kochany chłopczyk odgryzie mi nogę....
Dodam jeszcze,że bardzo rzadko bywam w domu (praca + szkoła),piecho cały czas jest z rodzicami.Jednak gdy tylko przychodzę przybiega do mnie z piłeczką,czy frędzelkiem do ciągania i namawia do zabawy.
Ach i jeszcze jedno! warczy na mnie najczęściej w sytuacji gdy odpoczywa.
Bardzo proszę o radę. Bardzo bym nie chciała by wrogiem dla własnego piecha



