Co wy o tym myślicie? Tak ogólnie? Jak się kocha psy, zwierzęta, to braci mniejszych jeść się raczej nie powinno
Wegetarianizm a miłość do zwierząt
-
kleoo
- Bulomaniak 3

- Posty: 589
- Rejestracja: pt mar 13, 09 13:26 pm
- Lokalizacja: ostrowiec/radom/kielce
Wegetarianizm a miłość do zwierząt
Dzisiaj mnie tak naleciało na kurczaka z rożna. No to pojechałam, zamówiłam i wróciłam z ciepłym kurczaczkiem do domu. Zapach niesamowity, chociaż pewnie w połowie to chemia
No i tak się zabieram i go tak dzielę i jem. Jem, jem i tak nagle mi się odechciało. No bo wkońcu kilka dni temu ten ptoszek gdzieś se latał po podwórku no i się zamotałam...
Co wy o tym myślicie? Tak ogólnie? Jak się kocha psy, zwierzęta, to braci mniejszych jeść się raczej nie powinno
Mnie to od dziecka wmawiano, że mięcho jeść trzeba, bo wpływ na rozwój ma spory, i z tym się zgodzę. Ale kurczę, no jakoś tak jak sobie pomyślę, to bycie wegetarianem ma sens. Ja wiem, że jedna osoba fermy nie uratuje, ale przynajmniej ręki do tego nie będzie dokładać. Czasem za dużo myślę i takie refleksje mnie nachodzą, ale ciągle ten biedny kurczak mi "chodzi" po głowie 
Co wy o tym myślicie? Tak ogólnie? Jak się kocha psy, zwierzęta, to braci mniejszych jeść się raczej nie powinno
Moim zdaniem? Kleoo schowaj wyrzuty sumienia do kieszeni i ... smacznego!
Wegetarianizm jest wbrew naturze, jesteśmy wszystkożerni i koniec kropka. Nie można popadać w przesadę, pomyśl sobie np. że po każdym Twoim siusiu do ścieków leci 5 litrów zdatnej do picia wody... a przecież brakuje wody w afryce, ale nie możesz nie spuszczać z tego powodu po sobie wody!
A wręcz hipokryzją jest dla mnie wegetarianizm w połączeniu ze skórzanym obuwiem.
Takie jest moje zdanie(choć sama kiedyś nie jadłam mięsa, ale skończyło się to wizytą u lekarza...). Ale ja podobno nieczuła jestem. I futro też bym chciała!
Wegetarianizm jest wbrew naturze, jesteśmy wszystkożerni i koniec kropka. Nie można popadać w przesadę, pomyśl sobie np. że po każdym Twoim siusiu do ścieków leci 5 litrów zdatnej do picia wody... a przecież brakuje wody w afryce, ale nie możesz nie spuszczać z tego powodu po sobie wody!
A wręcz hipokryzją jest dla mnie wegetarianizm w połączeniu ze skórzanym obuwiem.
Takie jest moje zdanie(choć sama kiedyś nie jadłam mięsa, ale skończyło się to wizytą u lekarza...). Ale ja podobno nieczuła jestem. I futro też bym chciała!
[url=http://ticker.7910.org/eng][img]http://ticker.7910.org/as1cCx40g410010MjU3anw5ODQwNmp8QmFzdGlhIGlz.gif[/img][/url]
Prawdę mówiąc nie chce mi się go oglądać. Za długo mi się YouTube ładuje...
Widziałam już wiele podobnych, na żywo na "chorobach zwierząt futerkowych", sama mam nawet takowe w domu (tchórzofretkę), zaprzyjaźniłam się z nutria w gdyńskim schronie a futro i tak chcę!
Ale jak już pisałam, nieczuła jestem...
Natomiast moja mama bardzo chciała na 40stkę futro, a po pokazaniu jej jednego z takich filmików kategorycznie zmieniła zdanie! Bo przecież to tak jakby ktoś jej "misialuszka" (czyt. moją fretkę) oberwał ze skóry.
No dobra, obejrzałam kawałek. To ten sam film, który Mamie pokazałam.
Z tym, że to są jakieś prymitywne warunki na zadupiu Azji, normalnie nie zabija się tak futerkowych, a w ten sposób to się ew. żaby i myszki ogłusza przed zabiciem.
Cytuje prof. Siemionek:
Metody uboju zwierząt futerkowych:
Metody fizyczne:
-Porażenie prądem- musi prowadzić do natychmiastowej utraty świadomości i zatrzymania akcji serca
- Pociski przenikające do mózgu (czyli Radical, taka sama metoda stosowana jest do uboju krów- to jest dopiero drastyczny widok... - przyp. ode mnie)
Metody inhalacyjne (komora gazowa, stosowany gaz musi wywołać głębokie znieczulenie, a następnie śmierć. Można stosować tylko gazy i mieszanki gazów nie powodujące duszności i zaburzeń oddechowych, z wyjątkiem poniższych)
-Tlenek węgla
- Dwutlenek węgla
-Chloroform
Środki wstrzykiwane
- pentobarbital sodowy (czyli wszystkim dobrze znany Morbital) tylko po uprzednim znieczuleniu zwierząt.
Czy brzmi mniej drastycznie? Takie same sposoby są do ogłuszania zwierząt w rzeźniach, poza tą ostatnią oczywiście.
Przepraszam za nie wegetariańskiego off'a.
-
Widziałam już wiele podobnych, na żywo na "chorobach zwierząt futerkowych", sama mam nawet takowe w domu (tchórzofretkę), zaprzyjaźniłam się z nutria w gdyńskim schronie a futro i tak chcę!
Natomiast moja mama bardzo chciała na 40stkę futro, a po pokazaniu jej jednego z takich filmików kategorycznie zmieniła zdanie! Bo przecież to tak jakby ktoś jej "misialuszka" (czyt. moją fretkę) oberwał ze skóry.
No dobra, obejrzałam kawałek. To ten sam film, który Mamie pokazałam.
Z tym, że to są jakieś prymitywne warunki na zadupiu Azji, normalnie nie zabija się tak futerkowych, a w ten sposób to się ew. żaby i myszki ogłusza przed zabiciem.
Cytuje prof. Siemionek:
Metody uboju zwierząt futerkowych:
Metody fizyczne:
-Porażenie prądem- musi prowadzić do natychmiastowej utraty świadomości i zatrzymania akcji serca
- Pociski przenikające do mózgu (czyli Radical, taka sama metoda stosowana jest do uboju krów- to jest dopiero drastyczny widok... - przyp. ode mnie)
Metody inhalacyjne (komora gazowa, stosowany gaz musi wywołać głębokie znieczulenie, a następnie śmierć. Można stosować tylko gazy i mieszanki gazów nie powodujące duszności i zaburzeń oddechowych, z wyjątkiem poniższych)
-Tlenek węgla
- Dwutlenek węgla
-Chloroform
Środki wstrzykiwane
- pentobarbital sodowy (czyli wszystkim dobrze znany Morbital) tylko po uprzednim znieczuleniu zwierząt.
Czy brzmi mniej drastycznie? Takie same sposoby są do ogłuszania zwierząt w rzeźniach, poza tą ostatnią oczywiście.
Przepraszam za nie wegetariańskiego off'a.
-
Ostatnio zmieniony czw lis 26, 09 19:47 pm przez Ola, łącznie zmieniany 2 razy.
[url=http://ticker.7910.org/eng][img]http://ticker.7910.org/as1cCx40g410010MjU3anw5ODQwNmp8QmFzdGlhIGlz.gif[/img][/url]
-
kleoo
- Bulomaniak 3

- Posty: 589
- Rejestracja: pt mar 13, 09 13:26 pm
- Lokalizacja: ostrowiec/radom/kielce
Kurcze, chyba noc mam z głowy... znowu bedę przez kilka godzin ryczała i ubolewała jaki to świat jest okrutny i niesprawiedliwy dla zwierząt. Ciężko być wrażliwym człowiekiem, a nikt mnie z otoczenia nie wspiera i rodzina się śmieje ze mnie, że tak o tych zwierzętach dziamotam.
Bo np. są jeszcze Ci weganie, co to warzyw i takich tam nie jedzą, no ale marchewka i pietruszka na szczęście mnie nie wzrusza.
Bandida gratuluje odwagi, ja bym na pewno nie dała rady żeby coś takiego zobaczyć... Wystarczy, że raz widziałam u Żmiji Dumkę w pierwszych dniach pobytu, z powyginanym kręgosłupem, ledwo co patrzącymi oczami, prawie bez życia... Długo miałam ją przed oczami. Mnie osobiście nie jest mięso do życia potrzebne, ale jak się człowiek zapomni to poprostu je.
Bo np. są jeszcze Ci weganie, co to warzyw i takich tam nie jedzą, no ale marchewka i pietruszka na szczęście mnie nie wzrusza.
Bandida gratuluje odwagi, ja bym na pewno nie dała rady żeby coś takiego zobaczyć... Wystarczy, że raz widziałam u Żmiji Dumkę w pierwszych dniach pobytu, z powyginanym kręgosłupem, ledwo co patrzącymi oczami, prawie bez życia... Długo miałam ją przed oczami. Mnie osobiście nie jest mięso do życia potrzebne, ale jak się człowiek zapomni to poprostu je.
Fotowycieczka...
http://www.postimage.org/image.php?v=Ts ... /9LJ5i.jpg
http://www.postimage.org/image.php?v=aV ... 1aTLfJ.jpg
http://www.postimage.org/image.php?v=gx ... 1Jh5O0.jpg
http://www.postimage.org/image.php?v=Pq ... 1rTn20.jpg
http://www.postimage.org/image.php?v=Ts ... /9LJ5i.jpg
http://www.postimage.org/image.php?v=aV ... 1aTLfJ.jpg
http://www.postimage.org/image.php?v=gx ... 1Jh5O0.jpg
http://www.postimage.org/image.php?v=Pq ... 1rTn20.jpg
[url=http://ticker.7910.org/eng][img]http://ticker.7910.org/as1cCx40g410010MjU3anw5ODQwNmp8QmFzdGlhIGlz.gif[/img][/url]
kleoo,to co leży u Ciebie na talerzu,a co pięknie jest nazwanym "kurczakiem z rożna",to nie jest kurczak.To jest brojler - wytwór człowieka. Pewnego rodzaju mutant. Jego życie od jajka do kurczaka z rożna trwa krócej niż dojrzewanie brokuła. Zastanawiałabym się czy to w ogóle myśli? ma uczucia? Kocham zwierzęta tak jak Ty,ale niestety do tego tematu podchodzę z dystansem....
A co do zwierząt futerkowych.Najstraszniejsza rzecz jakiej się dowiedziałam,to wyobraźcie sobie,że lisy (przeznaczone na płaszczyki) są karmione innymi lisami!!! Czyli możliwe,że mają na talerzu własną mamę lub brata! I co gorsze,jest to zgodne z prawem! okropność
A co do zwierząt futerkowych.Najstraszniejsza rzecz jakiej się dowiedziałam,to wyobraźcie sobie,że lisy (przeznaczone na płaszczyki) są karmione innymi lisami!!! Czyli możliwe,że mają na talerzu własną mamę lub brata! I co gorsze,jest to zgodne z prawem! okropność
-
CHI
- Pomocny wiedzą: 3

- Posty: 67
- Rejestracja: czw lip 06, 06 7:08 am
- Lokalizacja: wieś k/Jeleniej Góry
- Kontakt:
Moje zdanie jest takie jesteśmy mięsożerni.. Przynajmniej ja
.
A marchewka też krzyczy jak się ją wyrywa...
Co do wegeterianizmu...
jeśli już nie jesteście w "wieku rozrodczym i nie macie się zamiaru rozmnażać" to "to róbta co chceta"...
Ale jak macie w planach dzieci - to jak Wam się marzy wegetarianizm módlcie się do "jakiegokolwiek boga, który zechce Wasz wysłuchać" aby Wasz wegetarianizm nie odbił się na zdrowiu Waszych dzieci...
bo to Wy będziecie z tą świadomością żyć i umierać... jak się okaże, że Wasze dziecko na wadę czy chorobę właśnie z braku jakiegoś czegoś czego nie widzimy (aminokwasy e-cośtam) a co jest tylko w mięsie...
A poza tym jak widzę "zdrowe jedzenie wegetariańskie" czyli głównie soję (która jest modyfikowana genetycznie w jakiś 75% produkcji) to dostaję głupawki...
A marchewka też krzyczy jak się ją wyrywa...
Co do wegeterianizmu...
jeśli już nie jesteście w "wieku rozrodczym i nie macie się zamiaru rozmnażać" to "to róbta co chceta"...
Ale jak macie w planach dzieci - to jak Wam się marzy wegetarianizm módlcie się do "jakiegokolwiek boga, który zechce Wasz wysłuchać" aby Wasz wegetarianizm nie odbił się na zdrowiu Waszych dzieci...
bo to Wy będziecie z tą świadomością żyć i umierać... jak się okaże, że Wasze dziecko na wadę czy chorobę właśnie z braku jakiegoś czegoś czego nie widzimy (aminokwasy e-cośtam) a co jest tylko w mięsie...
A poza tym jak widzę "zdrowe jedzenie wegetariańskie" czyli głównie soję (która jest modyfikowana genetycznie w jakiś 75% produkcji) to dostaję głupawki...
- Rysia
- Pomocny wiedzą: 4

- Posty: 415
- Rejestracja: pn lut 04, 08 22:12 pm
- Lokalizacja: Sosnowiec/Dębica
<QUOTE author="CHI"><s>
albo żeby nie odbiło się mięso na waszym zdrowiu i waszych dzieci. Tym bardziej że w mięsie jest przecież to ważne i niezbędne do życia COŚTAM.
</QUOTE>CHI pisze:</s> módlcie się do "jakiegokolwiek boga, który zechce Wasz wysłuchać" aby Wasz wegetarianizm nie odbił się na zdrowiu Waszych dzieci...
bo to Wy będziecie z tą świadomością żyć i umierać... jak się okaże, że Wasze dziecko na wadę czy chorobę właśnie z braku jakiegoś czegoś czego nie widzimy (aminokwasy e-cośtam) a co jest tylko w mięsie...
albo żeby nie odbiło się mięso na waszym zdrowiu i waszych dzieci. Tym bardziej że w mięsie jest przecież to ważne i niezbędne do życia COŚTAM.
kółko wzajemnej adoracji? - niezrzeszony
- Rysia
- Pomocny wiedzą: 4

- Posty: 415
- Rejestracja: pn lut 04, 08 22:12 pm
- Lokalizacja: Sosnowiec/Dębica
Kocham zwierzęta wszelkie nawet te owczarki, pudle czy kundle które tutaj wymieniane na forum zawsze są nacechowane negatywnie. Jadłam mięso odkąd pamiętam, chociaż bardzo mało, zwykle ryba lub kurczak i to jeszcze 3/4 zostawało na talerzu. Być może dlatego łatwiej było mi je rzucić. Jadłam mimo miłości do zwierząt bo widziałam je tylko jako produkt spożywczy, materiał który nie łączył się z żywym stworzeniem, nie przywoływał obrazów zabijania, cierpienia. Pewnego razu już jako dorosła osoba po rozmowie z kolegą męża sięgnęłam po lekturę pani Grodeckiej "Wszystko o Wegetarianiźmie". Potem zaczęło się przeszukiwanie internetu w celu zdobywania informacji nie tylko dotyczących okrutnego traktowania zwierząt, ale także zdrowotnych i żywieniowych. Mając taką a nie inną wiedzę żyłabym wbrew sobie i swojemu sumieniu, dlatego pewnego dnia po dużej "dawce" informacji zdecydowałam: "Od jutra nie jem mięsa!" I tak 19 listopada minęły trzy lata. W trakcie tych lat mąż także przestał jeść mięso, mimo że wcale go nie namawiałam do tego i wręcz mu je przyrządzałam. Moja mama i tata również je ograniczyli co jest niezwykłe, także dlatego że ludzie starsi mają swoje przyzwyczajenia i przekonania wyrobione przez lata. Nie było mi ciężko ani przez jeden dzień, tyle że na początku patrzenie na lodówki z mięsem sprawiało że czułam obrzydzenie. Czułam się jak w matrixie wiedząc że cały świat woli udawać że nie widzi tego zła i bólu. Obrzydzały mnie reklamy z przesłaniem że jeśli mama kocha swoje dziecko to mu przygotuje soczyste mięso. Denerwowało mnie kiedy ktoś mówił "nie mów o "tym" bo jeszcze będę musiała przestać jeść mięso". Już nie mówiąc o tym jak ludzie pokazują że są ograniczeni pytając mnie "to co ty jesz?"
Ostatnio po zrobieniu sobie wyników byłam u dwóch lekarzy, którzy stwierdzili że są one super. Nawet sobie wyobrażałam, że będę musiała jeszcze się tłumaczyć lekarzom z mojej diety ale o dziwo nie wywarło to na nich żadnego wrażenia, tak jakbym powiedziała że lubię gofry z bitą śmietaną na deser.
Nie jem mięsa, jaja mam od kurek ze wsi które łażą sobie i drapią łapkami po podwórku, czytam etykiety. Niestety nie jest możliwe dla mnie a przynajmniej na razie powiedzieć że czuję się autorytetem w tej sprawie. Jest jeszcze wiele rzeczy które chcę zmienić. Nierozumiem tylko kilku kwestii.
Po pierwsze dlaczego ktoś kto się dowie że nie jem mięsa od razu zasypuje mnie stertą pytań czy chodzę w skórzanych butach, torebkach, czy jem masło itd. Czyżby chodziło tylko o to by pokazać że nie taki "z ciebie święty" i by się usprawiedliwić przed samym sobą, że nie da się inaczej?
Po drugie, jeżeli ja nie próbuję być tutaj nawiedzonym "wegusiem" to też proszę, żeby ktoś nie odnosił się z wyższością czy pogardą dla ludzi którzy mięsa nie jedzą. Rozumiem że bycie innym oznacza od razu gorszym dla niektórych, ale Wy jako osoby posiadające specyficzne psy, nielubiane przez większość społeczeństwa powinniście rozumieć co to znaczy być innym od całej reszty baranów (nie obrażam, nawiązuję do owczego pędu)
Ja jak się na czymś nie znam staram się nie wypowiadać, a przynajmniej najpierw zagłębiam się w lekturę.
PS1: Nigdy nie brakowało mi mięsa i nigdy nie staram się zstępować smaku mięsa produktami sojowymi. Jeśli jem produkty sojowe to tylko dlatego, że lubię ich smak.
PS2: Kiedyś pewna miłośniczka zwierząt, mająca "prywatne" schronisko przy domu powiedziała w telewizji historię brzmiącą mniej więcej tak: "Ktoś zapytał mnie po co ratuję te psy i koty, przecież i tak całego świata nie uratuję. Tylko dla tego psa jak uratuję jego właśnie życie, to dla niego to będzie cały świat"
Ostatnio po zrobieniu sobie wyników byłam u dwóch lekarzy, którzy stwierdzili że są one super. Nawet sobie wyobrażałam, że będę musiała jeszcze się tłumaczyć lekarzom z mojej diety ale o dziwo nie wywarło to na nich żadnego wrażenia, tak jakbym powiedziała że lubię gofry z bitą śmietaną na deser.
Nie jem mięsa, jaja mam od kurek ze wsi które łażą sobie i drapią łapkami po podwórku, czytam etykiety. Niestety nie jest możliwe dla mnie a przynajmniej na razie powiedzieć że czuję się autorytetem w tej sprawie. Jest jeszcze wiele rzeczy które chcę zmienić. Nierozumiem tylko kilku kwestii.
Po pierwsze dlaczego ktoś kto się dowie że nie jem mięsa od razu zasypuje mnie stertą pytań czy chodzę w skórzanych butach, torebkach, czy jem masło itd. Czyżby chodziło tylko o to by pokazać że nie taki "z ciebie święty" i by się usprawiedliwić przed samym sobą, że nie da się inaczej?
Po drugie, jeżeli ja nie próbuję być tutaj nawiedzonym "wegusiem" to też proszę, żeby ktoś nie odnosił się z wyższością czy pogardą dla ludzi którzy mięsa nie jedzą. Rozumiem że bycie innym oznacza od razu gorszym dla niektórych, ale Wy jako osoby posiadające specyficzne psy, nielubiane przez większość społeczeństwa powinniście rozumieć co to znaczy być innym od całej reszty baranów (nie obrażam, nawiązuję do owczego pędu)
Ja jak się na czymś nie znam staram się nie wypowiadać, a przynajmniej najpierw zagłębiam się w lekturę.
PS1: Nigdy nie brakowało mi mięsa i nigdy nie staram się zstępować smaku mięsa produktami sojowymi. Jeśli jem produkty sojowe to tylko dlatego, że lubię ich smak.
PS2: Kiedyś pewna miłośniczka zwierząt, mająca "prywatne" schronisko przy domu powiedziała w telewizji historię brzmiącą mniej więcej tak: "Ktoś zapytał mnie po co ratuję te psy i koty, przecież i tak całego świata nie uratuję. Tylko dla tego psa jak uratuję jego właśnie życie, to dla niego to będzie cały świat"
kółko wzajemnej adoracji? - niezrzeszony

