Dzisiaj Pigorek zrobił sobie małe kuku w buzię. Nie po raz pierwszy, ale po raz pierwszy musieliśmy korzystać w tym przypadku z pomocy weta. (W ciągu 10 miesięcznego życia osiem razy był u weta

) Chodzi o to, że mały patyk po przegryzieniu utkwił mu pomiędzy ostatnimi trzonowcami przy samiutkim podniebieniu. Nie dało rady tego ruszyć. Przydażyło mu się takie coś już dwa razy, ale za każdym razem sama mu to wyciągałam. Tym razem siedziało za mocno. Piguś do współpracy chętny nie był. Musiał dostać "głupiego jasia". I tu moje pytanie: czy Waszym bullom też się takie coś przydaża, i czy macie jakieś "domowe" sposoby na usuwanie tego. Nie mogę przecież go za każdym razem usypiać jak mu utknie patyk, a skoro zdażyło mu się to już trzy razy, to pewnie jeszcze się zdaży i tak samo mocno może siedzieć.
Jak wracaliśmy na nogach do domu (ok. 1/10 trasy bo mój chłop się przeliczył z dźwiganiem

) to ździwiłam się nieźle, bo bardzo dużo ludzi przystawało i pytało co się stało i czy nie trzeba pomóc

A jeden pan to podszedł i zapytał czy do kostnicy z nim idziemy
Aaaa, i jeszcze jedno. Jak się Pigor wybudzał to bardzo rzucało mu głową. Wet mnie uspokoił, że to normalne. Moje suńki też były pod narkozą i to nie raz, ale wybudzanie przebiegało łagodnie. Waszym też się tak dzieje?