no i by było piwko z wkładką xD ja dawno temu z moim Maxem bawiłam się tak, że jego ulubioną piłeczkę chowałam gdzies w swoich ciuchach, które miałam na sobie kładłam się na podłodze i kazałam mu szukac...ten mną przewracał na wszystkie strony...turlaliśmy się po dywanie i było śmiesznie xD bywało też boleśnie (w 99,9% dla mnie) bo kończyło sie podszczypywaniem...hehe , albo (nie miałam szafki na buty

) siadałam w przejściu z przedpokoju do kuchni i opierałam nogi na danej wysokości, a z drugiej strony machałam kiełbachą no i Max się w ten sposób nauczył
1. prezskakiwać
2. tak napalił się na kiełbachę, że jak potrzeba była, żeby mu dac tabletki to zostawały wepchane w kawał habaniny i z wysokości posłane do jego paszczy (inaczej wydłubywał)
3. hamować na płytkach PCV xD
4. uważać, żeby nie walnąć łbem w szafkę xD (raz mu się zdażyło- strasznego huku narobił...takie puste echo poszło xD)
oczywiście uwielbiał "latać" tzn mieliśmy kiedyś kawał porządnego węża strażackiego i szarpaliśmy się z Maxem (co przy spacerach powodowało jak był mały że dalej chciał się bawić i na klatce schodowej szarpał łbem na wszystkie strony i mruczał przy tym...zgryzła i obśliniła zawsze cholera tak smycz, że potem nei miałam jak go trzymać) , a jak już się porządnie uczepił to mój tato, albo brat podnosili go do góry i kręcili się z nim a on miał radochę...
no i oczywiście najfajniejsza zabawa to szczekanie z balkonu i sępienie podczas obiadu (ahh te wielkie ślinogluty dookoła jego pyska xD)
noo...to były czasy...teraz się pewnie bawi tak w psim niebie.. ;(