Hmm... a czy z czymś konkretnie jest przy tym aportowaniu problem, czy tak ogólnie pytasz

?
Ja naukę aportu zaczynam od zabawy z psiakiem

. Czyli najpierw musi bardzo chcieć ten przedmiot dostać. I potem szybciutko rzucam dając komendę do przyniesienia. Najpierw "po ziemi" i dość blisko, potem stopniowo coraz dalej. I używam linki do tego żeby pies przybiegł do mnie. Zaczynam psa chwalić jak tylko złapie aport w paszczę. Potem go wołam do siebie i motywuję do przyjścia. Kiedy przybiegnie to aportu nie zabieram od razu, tylko się nim z psem bawię, przeciągam, puszczam i biegniemy z aportem w ryjku, potem znowu się przeciągamy (przy tym powtarzam "trzymaj", co potem się przydaje kiedy pies ma trzymać aport w siadzie). Najczęściej linka szybko przestaje być potrzebna, bo pies chętnie przybiega z aportem żeby się nim pobawić.
A siadania przed przewodnikiem uczymy się dopiero jak psiak tą zabawę polubi. I kiedy ma w miarę opanowane przywołanie z siadem przed przewodnikiem i siadem przy nodze.
Tu też - kiedy pies podbiega łapię za aport i się troszkę przeciągam, potem daję "siad" i np. lewą ręką dociskam psu tyłeczek do ziemi, a prawą "pilnuję" żeby trzymał aport. Ale tu jest różnie - bo różne są psy

- czasem pies nauczony komendy "do mnie" siada ładnie i aport trzyma, a czasem trzeba kombinować w zależności od przypadku. Zależy z czym jest problem - czy z równym siadaniem, czy z trzymaniem aportu, czy z jego oddawaniem (to powiem szczerze raczej się u nas nie zdarzało akurat). Za to zdarzają się problemy z trzymaniem aportu kiedy pies był uczony przywołania z siadem przed przewodnikiem na żarcie. U mojej był problem z wypluwaniem aportu za wcześnie, akurat u niej podziałało to, że ja się wtedy cofałam i kazałam aport na nowo podnosić i nieść do mnie - nie brałam aportu do ręki dopóki nie wytrzymała i nie odebrałam go z pyska

. Dalej zdarza się u nas niestety przerzucanie aportu w ryjku kiedy Amf siedzi (nosi ładnie) - mam nadzieję, że i z tym sobie kiedyś poradzimy. Ale u niej mogłam w ten sposób robić, bo to jest aportowa maniaczka i nic jej do aportowania nie jest w stanie zniechęcić

. U psa umiarkowanie zainteresowanego tą zabawą przy wypluwaniu aportu skupiłabym się na zabawie w przeciąganie się tym.
A wytrzymywanie w siadzie przy nodze hmm... ja zaczynam tak. Najpierw na smyczy. Daję "zostań" i energicznie wykonuję ruch jakbym chciała aport rzucić. Jak pies nie poderwie tyłka to go chwalę. Tak kilka razy, a potem dopiero rzucam aport - tu jeżeli trzeba zatrzymuję psa przy pomocy smyczy i chwalę jeżeli wysiedzi. Oczywiście do tego ćwiczenia pies rzeczywiście musi być na ten aport odpowiednio nakręcony, żeby po wytrzymaniu w siadzie pobiegł. I też najpierw rzucam bliziutko, dopiero stopniowo potem coraz dalej. Potem to samo bez smyczy. U mojej był z tym spory problem, więc dodatkowo zastosowałam jedzonko za wytrzymanie w siadzie. Ale już u psa mniej nakręconego na aport bym się mocno zastanawiała nad takim rozwiązaniem... żeby nie przestał mieć ochoty pobiec do wyrzuconego przedmiotu

.
Co jeszcze - nigdy nie piłuję aportu "formalnego" za dużo, żeby psa nie zniechęcić. Dużo większy nacisk kładę na ćwiczenie aportu "zabawowego" w celu wyrobienia pasji do tej czynności, a ten "formalny" jest robiony znacznie rzadziej. Na "męczenie" go mogę sobie pozwolić u takiej maniaczki jak moja

, ale nie u psa umiarkowanie zainteresowanego tą zabawą.
Ajjj, bym zapomniała - po wykonaniu aportu jest nagroda - lądująca w paszczy psa ulubiona zabawka.
No i znowu "gotowce" pomocnicze
http://www.wolfdog.org/pol/articles/1243.html
http://www.wolfdog.org/pol/articles/1257.html
Uff... tyle ode mnie - sorki, że tak haotycznie i po łebkach, ale mam jakąś gigantyczną temperaturę

- może Mariusz napisze bardziej "po ludzku"

.