Co do spacerów, to wszystko zależy na jaki egzemplarz trafisz. Ja przed odbiorem szczeniaka też się naczytałam, że rano przed pracą najlepiej zrobić z bąblem długi spacer, co by się zmęczył i grzecznie spał podczas mojej nieobecności. Po tym, jak Smilka przyjechała już do mnie do domu, przez pierwsze trzy tygodnie stosowałam się do tych zaleceń, psując nerwy sobie i bulisi. Smilka jest leniuchem i spacer o 6 rano wcale nie przypadł jej do gustu. Po tych trzech tygodniach odpuściłyśmy. Dostosowałam się do mojego psa i jego potrzeb. Moja suka od szczylka preferowała rano krótki spacer na załatwienie swoich potrzeb, potem śniadanko i grzecznie zostawała w domu. Po pracy idziemy na godzinny spacer i wieczorem też koło godzinki. Smili to wystarcza

.
Do 6miesiąca życia w domu nic nie zniszczyła, była aniołem. Potem pokazała trochę swoich umiejętności

Wygryzła kawałek kanapy, dwóch krzeseł pozbawiła po 1nodze, obgryzła po trochu każdą nogę od stołu. I to tyle z dewastatorstwa

. No, ale kupując szczeniaka byłam na to przygotowana, że pewnie coś zniszczy. Klatkę miałam po poprzedniej bulisi, ale jakoś nie uśmiechało mi się zamykać małego szczyla na 8godzin w klatce. Służy ona u nas za legowisko i budę dla Smilaka

.
Jeśli chodzi o koty, to myślę, że szczeniak szybko powinien się z nimi zasymilować. Ja osobiście na stanie mam dwa kociaki

Dwa razy łączyłam je z bulkiem, raz z 6miesięczną suką - trwało to ok. 3tygodni, bo bulcia była bardzo ciekawa kotów, a im się to średnio podobało i drapały ją po pyszczychu, ale tak jak pisałam po jakimś czasie towarzystwo się dogadało. Gdy przyjechała do nas 2miesięczna Smila było już o wiele łatwiej, bo koty były już przyzwyczajone do psa. Smilka też oczywiście była bardzo ciekawa kociego towarzystwa, ale gdy przeginała dostawała ostrzegawczego plaskacza (już bez pazurków) w łepetyne. Smila i koty żyją w zgodzie, zostają same w domu na czas, gdy idę do pracy, razem śpią i jedzą.
Co do dzieci nie mogę się wypowiadać, bo ich nie mam

. Z perspektywy czasu myślę, że bulik może jest i wymagającym psem, ale chyba nie różni się aż tak znacznie od innych burków. Potrzebuje konsekwencji, uwagi, dużej dawki miłości, dobrego słowa i bliskości człowieka. Gdy ma to zapewnione potrafi być najukochańszym kundlem z wiecznie cieszącą się mordką i merdającym ogonkiem
