Wczoraj wracając pod wieczór ze spaceru do domu spotkała nas nie miłą sytuacja.
Carlita zaatakował Bokser sąsiadki, który wybiegł z klatki bez obroży ani bez smyczy. Złapał Carlita za kark i nie mógł się nawet bidak obronić. Ale za to jego pan ( czytaj ja) stanął w obronie swego przyjaciela. Próbowałem rozdzielić a raczej odłączyć boksera od mojego psa lecz to było ciężkie. Nadbiegł człowiek, który wyprowadza tego psa bo właścicielka to schorowana menelka która nie ma siły zbytnio zejść z 3 piętra o własnych siłach. Nie dość, że chora to do tego pije tanie wina. Ja byłem tak tą sytuacją zdenerwowany bardzo i szukałem różnych sposobów na odłączenie boksera. Wpierw odciąganie, jak to nie pomogło to trzeba było brać co pod ręką i zacząłem okładać tego psa bo pomyślałem (pewnie wielu mnie zbeszta na forum), że za...le dziada. Po dłuższej chwili, dla mnie to była wieczność, udało się oddzielić agresywnego boksera i my szybko do domu poszliśmy. Nawet nie miałem ochoty gadać z jego właścicielką. Przyszliśmy do domu a Carlo był w szoku trząs się i w ogóle taki nie swój był. Ja szybko go obejrzałem, żeby oszacować rany bo widziałem na sierści ślady krwi. Okazało sie, że jest jedna rana ale po przemyciu okazała się niegroźna (jakieś 2 cm) i spowodowana była chyba tym, że ten facet odciągał tego psa, który trzymał Carloska za kark i to spowodowało ranę.
Przemyłem ją i stwierdziłem, że nie trzeba jechać do weterynarza bo rana nie była jakaś do szycia i nawet krew się z niej nie sączyła ale oczywiście zdezynfekowałem. Po całych emocjach i tym szoku obserwowałem cały czas Carlita. Na początku był szok i stres bo się trząsł ale to niedługo minęło bo nadeszła pora karmienia. Chodził, wąchał ale w końcu zjadł. Na szczekanie psów za oknem odpowiadał szczekaniem, po jakimś czasie wskakiwał sobie na okno i szczekał jak słyszał inne psy. Ja jeszcze zabrałem go na spacer aby obserwować czy nie ma strachu czy lęku albo niewiadomo czego. Byliśmy na dworze bardzo długo bo staliśmy ze znajomymi i dziwną reakcją jaką zaobserwowałem było to, że Carlito cieszył się jak widział inne psy ale już nie tak jak zawsze czyli już nie tak wylewnie. Ogon stopniowo nabierał prędkości i nie było tej ekspresji. Ja nie wiem co wczoraj był za dzień ale przed tym zdarzeniem i po 2 razy do nas sadził się pies w typie jaggterriera ale skończyło sie na opierniczeniu właściciela, że pies lata bez smyczy. W ogóle cała sytuacja mnie zirytowała bo wieczorem jak spotkałem tych ludzi od tego psa to oni jeszcze do mnie, z pretensjami, że ja powinienem mieć pozwolenie na swojego psa. Co za bezczelność gdzie z ofiary chcieli zrobić bestie z mojego psa.
Człowiek wychowuje psa aby nie był agresywny do innych psów, socjalizuje, zapewnia kontakt z dziećmi to jeszcze się znajdą debile co widzą taką sytuacje na własne oczy i mówią, że to była walka psów. To był zwykły bestialski atak.
Piszę to dzisiaj bo wczoraj to byłem bardzo mocno wku…ny.







