Dzięki wielkie

.
Elefterija, pewnie paralotnia, która leży w piwnicy nie będzie się nadawać dla Ciebie. Jesteś z Jaworzna, więc jeśli chcesz zacząć latać to polecam ci szkołę, którą masz niedaleko, a naprawdę wiedzą jak szkolić bezpiecznie. Wyszkolili mnie i mojego tatę. Szkoła Beskid-Paragliding
www.beskid-paralotnie.pl
Zawody paralotniowe to sport dla cierpliwych. Wszystko zależy od pogody, a czasem determinacji organizatora. Na szczęście zwykle na Trofeo organizatorzy są rozsądni i nie puszczają konkurencji w niebezpieczną dla paralotniarzy pogodę.
Zakładając, że jest dobra, lotna pogoda zawody wyglądają tak - rano wywożą nas na startowisko, układają trasę wg której będziemy się ścigać, rozpisują to wszystko na tablicy a na odprawie dla pilotów omawiają meteo i całą trasę. Potem podają nam godzinę startu z ziemi, potem godzinę startu lotnego i... życzą wszystkiego najlepszego

. Trasy latamy wg punktów wpisanych przez organizatora do naszych urządzeń gps. Standardowo latamy trasy ok. 70-80 km. Przy złej pogodzie może być tylko np. 25 km, przy "mega warunie" 150 km, ale takich długich tras się nie praktykuje. Ja tylko raz spotkałam się z tak długą konkurencją.
No to zaczynamy
O Wielki Warunie, nadszedłeś

.
Czekamy na startowisku na rozłożenie trasy. Paralotnie (inaczej skrzydła, glajty lub pieszczotliwie - szmaty

) już przygotowane do startu. Generalnie panuje gotowość bojowa.
Łosiu na starcie. Niby to Włochy i kwiecień, ale było rześko. Baaardzo rześko. W chmurach czasem padał śnieg i grad.
1700 m n.p.m. i prawie wjazd w chmurę. Generalnie nie wolno wlatywać w chmury ze względów bezpieczeństwa. Jednak wolno tuż pod nimi
I jeszcze jedno ujęcie spod mraka (po czesku chmura). Centralnie na środku zdjęcia przy chmurze widać drugiego paralotniarza)
Lanserski autoportrecik. W górze naprawdę jest zimno, więc kufajki mile widziane. W kasku odbija się moje nowe skrzydlate cudo
Z górkami w tle
Łosiu na mecie (na szaro-czerownym skrzydle)
Łosiu w pełnej okazałości po przelecianej trasie
Inny dzień - nadchodzi burza. Ja to nazywam Czas Umiłowania Ziemi, czyli chcę być już na dole. Z burzami nie ma żartów. To ostatni moment na bezpieczne lądowanie. Widać jak mocno wieje po dymie na ziemi.
Wariaci samobójcy lub niczego nieświadomi dyletanci. Na szczęście im też udało się bezpiecznie wylądować.
Bassano del Grappa. Śliczna włoska miejscowość. W tle góry po których latamy, a w tym momencie tam mieszka Zły
Świąteczny obiad na campingu
Dziś znowu nie latamy z powodu możliwości wystąpienia burz, więc zabawiamy się na lądowisku...
...choć latających desperatów nie brakuje.
I chyba najprzyjemniejsza dla mnie chwila. Na podium
I moje szczęśliwe pyszczysko
