No juz juz. troche Was zaniedbalam. Lima, a wlasciwie Perra ( tak dostala nowe imie) ma sie swietnie. Zadomowila sie juz na dobre. Nauka idzie nam opornie, ale widac postepy. Na smyczy ciagnie i ciagnie i tego jakos nie mozemy wypracowac. W domu sie juz nie zalatwia ( chociaz to w duzej mierze zasluga Złośnicy) dzisiaj byly dwa wyjatki, poniewaz mala ma biegunke. No i czasem zalatwia sie przy windzie. niewiem czemu jej to miejsce tak pasuje. Na dlugich spacerach ladnie sie pilnuje, a jak ja zawolam to odrazu przylatuje. Wsrod sasiadow grozy niema. Wszyscy sie nia zachwycaja, glaskac by chieli, ale Perra niepozwala obcym sie glaskac. Wcale jej sie niedziwie. Tez bym sie wnerwala jak kazdy by do mnie z lapami lecial. Mala grzecznie pokazuje ze nie. Poprostu odchodzi do tylu, bez warczenia, szczekania. A wlasnie szczekanie. Generalnie nie szczeka. Raz cos ja obudzilo i zaczela sie drzec w srodku nocy, ale szybko sie uspokoila.
Niewiem co by o niej Mosad napisal bo wredziocha wciaz mu dokucza. Gryzie po lapach, pyszczku i wogole gdzie sie tylko da. Mosad ma dosc co ostentacyjnie pokazuje, a Perra dalej swoje. Chociaz na spacerkach bawia sie ladnie
To chyba tyle.
Pozdrawiam