Gdy zdecydowałam się na buldziecko stwierdziłam, że najlepszym okresem na jego przybycie do mnie będzie czas mojego letniego urlopu (3tyg). Smilka przyjechała do mnie gdy miała skończone 2 miesiące. Od pierwszego dnia chodziłyśmy na spacery po kilka razy dziennie, w miejsca raczej ustronne, co by za dużo psich siuśków i kup nie było. Pozwalałam jej się witać z każdym napotkanym i chętnym do kontaktu człowiekiem, z każdym psem, którego znałam i wiedziałam, że właściciel dba o niego i jest zdrowy. Kwarantanny ścisłej, pt. siedzimy w domu i nie wychodzimy nigdzie nie przestrzegałam. Od początku jeździłam z nią autobusami i tramwajami, chodziłam przez miasto do lasu. W sumie w domu suńka mi tylko jadła i spała, jak zabita. Od początku przyzwyczajałam ją też do samodzielnego zostawania w domu. Na początku wychodziłam tylko za drzwi, potem za każdym razem zostawiałam ją coraz dłużej i dłużej. Karmiłam ok. 4-5razy dziennie. Pojechałam na wieś, by pooddychała świeżym wiejskim powietrzem

i tak minęły nam 3tyg. Potem jeszcze na 2tyg. przeniosłam się z małą do rodziców i gdy miała skończone 3mies. z hakiem wróciłyśmy do siebie

. Mała była nauczona już zostawania w domu i nie tragizowała gdy wychodziłam. Najlepszą metodą dla mnie było przed wyjściem dać jej żwacza wołowego w dziob i wyjść. Wtedy ona zajmowała się przysmakiem, a ja spokojnie ubierałam buty i szłam do pracy. Po kilku dniach mała czekała bym już w końcu wyszła, bo za żwaczami przepada okrutnie i kojarzyła tą przyjemność z moim porannym znikaniem z domu

. Początkowo zostawała w kuchni, przystawiałam do jej drzwi klatkę i Smili miała kuchnię plus wybieg do klatki do swojej dyspozycji. Z czasem dałam jej też do dyspozycji pokój, przy czym gdy młoda skończyła magiczne 6mies. pożarła mi trochę mebli

. Ale jakoś nie było mi ich żal, stwierdziłam, że kupię nowe

Co do porannych spacerów ze szczylkiem przed wyjściem do pracy. Wyczytałam, że wybiegany i zmęczony szczeniak łatwiej znosi samotność i przesypia czas gdy właściciela nie ma w domu. Postanowiłam, że będę wstawała godzinę wcześniej by postępować właśnie w ten sposób, by mój szczeniak był szczęśliwy

Po dwóch tygodniach dałam sobie spokój. Moja Smila miała rano długie spacery w głębokim poważaniu. Była z nich mało zadowolona i z dnia na dzień byłyśmy obie coraz bardziej sfrustrowane

. W końcu doszłam do wniosku, że nie ma to sensu by umęczać się na wzajem i rano wychodziłyśmy na siku i kupę, potem mała dostawała papu, żwaczyka, a ja wychodziłam do pracy. Po pracy za to chodziłyśmy na długie spacery i to było idealne rozwiązanie dla naszego duetu

. Co do szkolenia, od pierwszych dni bawiłam się z małą klikerem i byłam w szoku, że mały szczylek potrafi być tak kumaty i tak szybko się uczyć. Klikając bardzo szybko nauczyła się swojego imienia, komendy do mnie, siad, waruj, łapa, piątka, przystawiania się do nogi, a nawet targetowania książki telefonicznej

Polecam stronkę klikerową, jest to świetna zabawa dla psa i człowieka

. Okres szczenięcy zleciał nam bardzo szybko, obecnie Smila ma 1rok i 5mies i jest coraz bardziej mądrzejsza i wiem, że to, co wypracowałam w okresie szczenięcym teraz zaczyna procentować
