dzieki janusz za fotki i filmiki

!!
john snow- jako rasowy posiadacz rasowych buli nie dalam sobie w kasze dmuchac
pamietalam, ze kiedys z 45 knurem lukrasiem szlismy przez rynek pytac policje jakie sa zasady i powiedzieli tylko smycz, no to z dwoma szczylami jechalam na pewniaka. wszystko by bylo ok gdyby nie jakis cherlawy palancik, ktory sie uparl udowodnic przed zona swa meskosc, i zaczal sie wydzierac ze albo odejde z tej lawki albo on wzywa policje, ze jestem taka i owaka, a psy jeszcze gorsze. no i standard, poczal mnie uswiadamiac jakie mam psy etc. na nic sie zdalo tlumaczenie, wiec zamilklam i czekalam az ta policja przyjdzie.stwierdzilam dziadu dzwon ja sie nigdzie nie rusze, nie ma nawet mowy..
przyszla straz miejska z policjantem i standardowo pytaja gdzie kaganiec, ale widac po panach ze robia to raczej z obowiazku wyjasnic sytuacje, niz z przypisanej do zawodu wredoty, to im wytlumaczylam ze to pieski na socjalizacji, ze kaganca jeszcze nie ucze, bo pierwszy raz widza takie tlumy i konie, a jeszcze kaganiec do tego to by byla trauma, poza tym czytalam uchwale i o kagancu mowy nie bylo. i wyluszczylam jak krowie na rowie o co chodzi z socjalem, ze ja musze miec psy nieagresywne, bo jak mi sedziego zezra to wiele nie powojuje w hodowli i inne tego typu uproszczone do granic kwestie. na koniec panowie powiedzieli ze pieski piekne, jeden sie przyznal ze ma sznaucera i grzecznie sie oddalili.
za to na usprawiedliwienie kulturalnego krakowa powiem, ze ow sfrustrowany palancik tez byl przyjezdny i jakis niepogodzony z emocjami. dokazywal dokazywal wykrzykiwal a jak mundurowi sie zjawili, to sie stlenil. jaj nie mial nawet na konfrontacje. a co sie napieklił..... ale ze ja juz zaprawiona w bojach jestem, to sie od lat nie daje wytracic z rownowagi. jak wiem, ze mam racje, to jeszcze podjudzam (np. koles dlugo nie umial znalezc zadnego patrolu, wiec mu powiedzialam zeby sie troche postaral i wstydu sobie nie robil, bo to taki banal a ja juz zaczynam sie nudzic..

) najwazniejsze nie dac sie sprowokowac, jak sie wdac w pyskowke to z glowa i zrobic sobie z tego jaja a nie zeby sie wkurzyc.
na glupote leku nie ma, moje resocjalizacyjne zapedy minely na drugim roku studiow i jestem o niebo szczesliwsza...

chill out..
za to wiekszosc ludzi- rewelacja, glaskali, przytulali, robili fotki niczym z biala damą

i cale wycieczki dzieciakow z piskiem i radocha. i nawet pan co sprzedaje kwiaty przyniosl nam wiadro wody aby pieski sie napily i lód skads wytrzasnał
potem nas wpuszczono z usmiechem do ogrodka piwnego na rynku i nikt nie robil juz problemow.
