Mam pewien problem...otóż...dzień przed Bozym Ciałem dostałam telefon od znajomej która pracuje w sklepie zoologicznym - powiedziała mi, że przyszła do nich kliejentka (stała) i powiedziała, że dzień wcześniej "uratowała" od schroniska 3 letnią stafficzkę i, że poszukuje dla niej domu+podała swój nr.tel, bo nie może jej zatrzymac...moja znajoma wiedząc, że mam staffika i "obracam sie w tym swiecie" zadzwoniła do mnie i powiedziała o tej sytuacji i podała mi tel do tej klientki, ja oczywiście do niej zadzoniłam i umówiłam się z nia, że do niej przyjade zobaczyc psa...okazało się, że to jest 3letnia rodowodowa suka amstaffka!! Ta Pani u której sunia przebywała, opowiedziała mi tą historie, że dzień wcześniej wzięla ją od właścicieli (a właściwie to byli rodzice kolesia, który kupił sobie psa, a potem wyjechał za granice i zostawił im go), którzy chcieli go oddać do scroniska...mowiła, że zrobiło jej się tej suni żal, bo sama ma 2psy i nie mogła pozwolić na to, żeby trafiła do schronu...pokazała mi ksiazeczkę zdrowia suni, metryke (sunia nie jest zarejestrowana-jest nie wystawowa, bo ma jedno oko niebieskie) spisałam sobie dane psa z tej metryki, dane hodowcy i "właściciela" i powiedziałam tej Pani, że trzeba sie skontaktować z hodowca i powiadomić go tej sytuacji-nawet zapytałam, czy ja mam to zrobic, czy ona chce-pani odp, że ja mam to zrobic - i tak zrobiłam po powrocie do domu...hodowca po krótkim namysle powiedział, że WEŹMIE PSA DO SIEBIE (i ja i ten hodowca uważamy, że w sytuacji kiedy człowiek, który kupił psa od hodowcy, nie chce go to JAKO PIERSZY MA PRAWO DO TEGO PSA HODOWCA)...zadowolona, że udało mi sie w ciągu kilku godz załatwić odpowiedni domek dla suni dzwonie do tej Pani (dostałam 2 nr. tel, do pani młodej-klientki sklepu zoo i do pani starszej- teściowa młodej...mieszkaja razem w domku) nie udalo mi sie dodzwonić do tej młodszej, ale do tej starszej tak i powiedziałam jak sytuacja wyglada...umówiłyśmy sie, że następnego dnia-Boże Ciało mam przyjechać po psa około godz 12...następnego dnia oddzwoniła do mnie ta młoda pani i powiedziała, że psa wydała jakiemus znajomemu...powiedziałam, że przeciez byłysmy umówione...!!!! powiedziałamn jej, że powiem to hodowcy...i tak zrobiłam...hodowca powiedział, że chce psa spowrotem...i to przekazałam tej pani...wkońcu przyjechałam do tej kobitki około 12:30 i pies był...była tylko ta pani starsza wydała mi psa+obroża+smycz+jego dokumenty...i pojechałam w umówione miejsce i przekazałam sunie hodowcy......a teraz Ci państwo u których pies przebywał 2dni domagają sie psa spowrotem...i wydzwaniają do mnie i do tego hodowcy (on kategorycznie nie chce im go wydać-naszczęście)...a dziś nawet pojechali do domu tego hodowcy i powiedzieli, że "przyjechali po psa, którego on im ukradł" później wezwali policje i wkońcu (podobno) zgłosili, że to JA IM TEGO PSA UKRADŁAM...ŻE GO ODEBRAŁAM SIŁA, ITP...
CZY POWINNAM SIE CZEGOŚ OBAWIAĆ...?!
bardzo prosze o porady i ewentualna pomoc...
PZDR







