Ufff, mam w końcu chwilę by usiąść i na spokojnie wrzucić kilka fot. Smili rośnie w oczach, waży już prawie 9kg. Ładnie reaguje na imię i zawołana leci ile sił w łapach

.W domu nadal grzeczna, ale w gościach diabeł wcielony

. U rodziców uwielbia przycinać mamie kwiatki, biegać za jej spódnicą i namiętnie przymilać się suce Mani, która mówi jej spadaj

. Na spacerach bryka jak ta lala, chociaż ostatnimi czasy, gdy jest na tyle blisko klatki schodowej, że ją widzi to siada, robi osła i oznajmia, że nigdzie nie idzie

. Autobusy, tramwaje, ruchliwa ulica nie robią na niej większego wrażenia. Z chętnymi do witania wita się radośnie, ale spokojnie, bez skakania. Do szczęścia brakuje nam tylko jakiegoś normalnego psiego towarzystwa, no ale młoda teoretycznie ma jeszcze kwarantannę, więc na mocno zapsione łąki nie chodzimy, a blokowe burki są starsze i nie życzą sobie skakania po głowie

. Z Kociarnią się docierają, Smila zachęca je do zabawy i chyba nie potrafi pojąć, dlaczego one patrzą na nią z politowaniem i bawić się nie chcą

.
wariacje z panem żółwiem
drąg zamiast foteli i stołków
butelkowe szaleństwo
i na koniec Kociarnia
