sparaliżowało mojego bullika.... co to może być??
-
klara_veritas
- Pomocny wiedzą: 3

- Posty: 230
- Rejestracja: pt lip 14, 06 8:06 am
- Lokalizacja: Chorzów
- Kontakt:
sparaliżowało mojego bullika.... co to może być??
Witam Was i prosze o w miare możliwości fachowe porady...
Wczoraj popołudniu dosłownie z minuty na minutę moja 3i pół letnia sunia Sindi straciła władzę w tylnej prawej łapce. Rano jeszcze brykała i nic jej nie dolegało a popołudniu już się przewracała i nie potrafiła chodzić (mimo iż tylko 1 łapka jest sparaliżowana to nie potrafi utrzymać równowagi na 3 łapach a ta bezwładna łapka ciągnie ją na bok). Chora łapa jest zupełnie bez władna, dziwnie sztywna i wyciągnieta do tyłu. Od razu pojechaliśmy do weterynarza. Weterynarz stwierdził że to może zerwanie nerwu, może wypadnięcie dysku, może zwyrodnienie kręgosłupa, może nowotwór...i ciągle słyszę tylko to "może".... Sindi dostała sterydy na zerwany nerw, serie zastrzyków i kurację na najbliższe 10 dni. Jednak znając realia polskich gabinetów weterynaryjnych obawiamy sie że to będzie leczenie na oślep na zasadzie prób i błędów. Boimy się również, że jeśli kuracja pójdzie w złą stronę to możemy pominąć leczenie prawdziwej przyczyny choroby. A gdy wreszcie Pan weterynarz dojdzie do tego co jej jest to na leczenie bedzie za późno. Czy komukolwiek z was, z waszych bullków sie zdarzyło coś takiego... A może jest tu na forum weterynarz, który wie co to może być? Czekam na wasze podpowiedzi.... Pozdrawiam serdecznie
Basia i moje wesołe (choć od wczoraj mniej wesołe) stadko:Sindi i Cerberek (zwany również Serkiem)
Wczoraj popołudniu dosłownie z minuty na minutę moja 3i pół letnia sunia Sindi straciła władzę w tylnej prawej łapce. Rano jeszcze brykała i nic jej nie dolegało a popołudniu już się przewracała i nie potrafiła chodzić (mimo iż tylko 1 łapka jest sparaliżowana to nie potrafi utrzymać równowagi na 3 łapach a ta bezwładna łapka ciągnie ją na bok). Chora łapa jest zupełnie bez władna, dziwnie sztywna i wyciągnieta do tyłu. Od razu pojechaliśmy do weterynarza. Weterynarz stwierdził że to może zerwanie nerwu, może wypadnięcie dysku, może zwyrodnienie kręgosłupa, może nowotwór...i ciągle słyszę tylko to "może".... Sindi dostała sterydy na zerwany nerw, serie zastrzyków i kurację na najbliższe 10 dni. Jednak znając realia polskich gabinetów weterynaryjnych obawiamy sie że to będzie leczenie na oślep na zasadzie prób i błędów. Boimy się również, że jeśli kuracja pójdzie w złą stronę to możemy pominąć leczenie prawdziwej przyczyny choroby. A gdy wreszcie Pan weterynarz dojdzie do tego co jej jest to na leczenie bedzie za późno. Czy komukolwiek z was, z waszych bullków sie zdarzyło coś takiego... A może jest tu na forum weterynarz, który wie co to może być? Czekam na wasze podpowiedzi.... Pozdrawiam serdecznie
Basia i moje wesołe (choć od wczoraj mniej wesołe) stadko:Sindi i Cerberek (zwany również Serkiem)
-
Ślinka
- Pomocny wiedzą: 4

- Posty: 82
- Rejestracja: śr lip 05, 06 17:49 pm
- Lokalizacja: Mrągowo
- Kontakt:
Przede wszystkim - zmień weta. Przez internet to my też możemy tylko powiedzieć - "może". Zrób jej zdjęcie RTG kręgosłupa lędźwiowego.
Czy pies ma podwyższona temp?? Czy miała około 2 tygodni temu wbitego kleszcza? Czy miała mniejszy apetyt? Czy całe zdarzenie zaszło kiedy skoczyła, spadła z wersalki, albo Cerber na nią skoczył?
Nie wyleczysz psa dzieki "może". Skąd jesteś? Może ktos będzie znał w okolicach Twojego miasta kogoś godnego polecenia...
Czy pies ma podwyższona temp?? Czy miała około 2 tygodni temu wbitego kleszcza? Czy miała mniejszy apetyt? Czy całe zdarzenie zaszło kiedy skoczyła, spadła z wersalki, albo Cerber na nią skoczył?
Nie wyleczysz psa dzieki "może". Skąd jesteś? Może ktos będzie znał w okolicach Twojego miasta kogoś godnego polecenia...
-
klara_veritas
- Pomocny wiedzą: 3

- Posty: 230
- Rejestracja: pt lip 14, 06 8:06 am
- Lokalizacja: Chorzów
- Kontakt:
Od razu odpowiadam na pytania:
1. Sindi nie straciła apetytu w ostatnich dniach i nawet teraz w chorobie ciągle by jadła
2. Całe zdarzenie miało miejsce na ogródku działkowym gdzie jak codzień ojciec zabiera bulliki podczas gdy ja jestem w pracy. Sindi i Cerber bawią się zawsze osobno (Cerber przyszedł do nas gdy z Sindi mieli po ponad 2 latka, wiec się nie polubiły tak jak psy wychowywane razem od szczeniaka, dlatego nie bawia sie nigdy razem). Jak z realcji taty wynika: najpierw polewał psy wodą, Sindi przy tym troche skakała, potem po kwadransie zaczęła lekko utykać a po jakiejs godzince straciła władze w tej łapce. Potem telefon do mnie i do mamy i prosto do weterynarza.. a resztę już znacie...
3. Sindunia nie miewa kleszczy: ma bardzo dobra obróżkę przeciwpchelną a do tego jakoś kleszcze nigdy się jej nie łapały - może ze względu na twardą gładką sierść
4. Sindunia nie ma temperatury
5. jesteśmy z Chorzowa
6. Jeśli chodzi o rentgena to weterynarz stwierdził ze to nic nie da bo łapa złamana nie jest na 101%, a uszkodzenia nerwu nie wyłapie prześwietlenie...
Nie wiem co o tym sądzić... może znacie jakiegoś dobrego weterynarza w okolicach Katowic i Chorzowa, do którego mogłabym się zgłosić żeby potwierdzić teorię obecnego weta (lub usłyszeć kolejną).
1. Sindi nie straciła apetytu w ostatnich dniach i nawet teraz w chorobie ciągle by jadła
2. Całe zdarzenie miało miejsce na ogródku działkowym gdzie jak codzień ojciec zabiera bulliki podczas gdy ja jestem w pracy. Sindi i Cerber bawią się zawsze osobno (Cerber przyszedł do nas gdy z Sindi mieli po ponad 2 latka, wiec się nie polubiły tak jak psy wychowywane razem od szczeniaka, dlatego nie bawia sie nigdy razem). Jak z realcji taty wynika: najpierw polewał psy wodą, Sindi przy tym troche skakała, potem po kwadransie zaczęła lekko utykać a po jakiejs godzince straciła władze w tej łapce. Potem telefon do mnie i do mamy i prosto do weterynarza.. a resztę już znacie...
3. Sindunia nie miewa kleszczy: ma bardzo dobra obróżkę przeciwpchelną a do tego jakoś kleszcze nigdy się jej nie łapały - może ze względu na twardą gładką sierść
4. Sindunia nie ma temperatury
5. jesteśmy z Chorzowa
6. Jeśli chodzi o rentgena to weterynarz stwierdził ze to nic nie da bo łapa złamana nie jest na 101%, a uszkodzenia nerwu nie wyłapie prześwietlenie...
Nie wiem co o tym sądzić... może znacie jakiegoś dobrego weterynarza w okolicach Katowic i Chorzowa, do którego mogłabym się zgłosić żeby potwierdzić teorię obecnego weta (lub usłyszeć kolejną).
-
aniuchna
-
aniuchna
Jeśli mogę to pragnę polecić :
# Lecznica dla zwierząt
Kuciński,Merta ,Wolski
ul.Kosmonautów 6 ( os.Gołonóg,koło kościoła i Liceum plastycznego)
41-303 Dąbrowa Górnicza
(032) 260 28 27
sprawdzeni weterynarze + bardzo syzbko sprowadzają leki na zamówienie.
# Molicki & Molicki.Klinika weterynaryjna
ul Majakowskiego 27.( Aleje)
41-300 Dąbrowa Górn.
(032) 264 12 07
pon-pt 9-19
sob 9-16
sprawdzeni, popularni i znaja sie na bullach podobno
wprawdzie daleko,ale może warto?
# Lecznica dla zwierząt
Kuciński,Merta ,Wolski
ul.Kosmonautów 6 ( os.Gołonóg,koło kościoła i Liceum plastycznego)
41-303 Dąbrowa Górnicza
(032) 260 28 27
sprawdzeni weterynarze + bardzo syzbko sprowadzają leki na zamówienie.
# Molicki & Molicki.Klinika weterynaryjna
ul Majakowskiego 27.( Aleje)
41-300 Dąbrowa Górn.
(032) 264 12 07
pon-pt 9-19
sob 9-16
sprawdzeni, popularni i znaja sie na bullach podobno
wprawdzie daleko,ale może warto?
-
QUATTRUSIA
- Bulomaniak

- Posty: 25
- Rejestracja: ndz lip 09, 06 11:22 am
- Lokalizacja: Chorzów
- Kontakt:
warto, warto... dla swojego bulla warto wszystko..
dlatego rodzice dziś ok. 15.00 wsiedli w samochód i pojechali z Sindi do Czech do Brna ! tam ponoć jest znakomita lecznica i znakomity neurolog.
Mama dowiedziała się o nim dzis i rozmawiała od razu z nim przez telefon. Kazał przyjechać jeszcze dziś do 20.00, dlatego natychmiast wyrobiono Sindy paszport i są w drodze...
Czekam na informacje od rodziców .. stan Sindy jest bardzo niedobry, mam więc nadzieję, że może pomogą w Czechach..
może dowiemy się, co Sindy tak naprawdę się stało i co można z tym zrobić.. mam wielką nadzieję, ze wszystko będzie dobrze i Sindy będzie chodzić..
dlatego rodzice dziś ok. 15.00 wsiedli w samochód i pojechali z Sindi do Czech do Brna ! tam ponoć jest znakomita lecznica i znakomity neurolog.
Mama dowiedziała się o nim dzis i rozmawiała od razu z nim przez telefon. Kazał przyjechać jeszcze dziś do 20.00, dlatego natychmiast wyrobiono Sindy paszport i są w drodze...
Czekam na informacje od rodziców .. stan Sindy jest bardzo niedobry, mam więc nadzieję, że może pomogą w Czechach..
może dowiemy się, co Sindy tak naprawdę się stało i co można z tym zrobić.. mam wielką nadzieję, ze wszystko będzie dobrze i Sindy będzie chodzić..
-
klara_veritas
- Pomocny wiedzą: 3

- Posty: 230
- Rejestracja: pt lip 14, 06 8:06 am
- Lokalizacja: Chorzów
- Kontakt:
Sindusia w Czechach...
A więc zdaję relację ze wczorajszego dnia. Tak jak napisała moja siostra (Quattrusia) zabraliśmy wczoraj Sindi do Czech do kliniki neurologicznej w Brnie. Polecił nam ta klinikę nasz miejscowy weterynarz. Na miejscu okazało sie że juz za późno na jakiekolwiek tomografie czy rezonansy. A rentgen który wykonaliśmy wczoraj nad ranem w Chorzowie faktycznie nic nie wykazał. Po ponad godzinnym badaniu lekarz wykluczył wypadnięcie dysku czy guz. Ponieważ minęły już 3 dni od zdarzenia a w neurologi każda chwila jest ważna, i ponieważ podano już leki które zmieniły obraz kliniczny (zmniejszyły opuchliznę i wszelkie objawy) lekarz powiedział że nie może z całą pewnościa stwierdzić przyczyny. Niestety jak powiedział było trzeba przyjechac od razu do 12 godzin, więc teraz jedyne co może powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa to udar (niedotlenienie) rdzenia kręgowego, tak jak czasem bywa w mózgu. Ponieważ przez te 3 dni nie było ani pogorszenia stanu ani polepszenia a wszystko jest świeże to niczym nie ryzykujemy i jedyną szansą jest kuracja: zalecił intensywne leczenie silnymi dawkami leków i rehabilitacje w wodzie i fizykoterapie, masaże itp(na miejscu tam mają basen rehabilitacyjny, fizykoterapeutów i całe niezbedne zaplecze). Dlatego Sindi została tam na tydzień. Aż serce mi pękało kiedy jej dawali zastrzyki zakładali wenflon a ona tak dzielnie to znosiła, kiedy ją zostawiałam taki kawał od domu, w rękach obcych ludzi... mam nadzieję że w dobrych rękach i że jej pomogą. Zostawiłam jej kocyk na którym śpi, żeby czuła swój zapach i zapach domu. Przynajmniej dostała największy kojec jaki mieli w klinice. Lekarz powiedział że nie obiecuje nam cudu. Ze po tym tygodniu bedzie widac czy mozna jej pomóc czy nie a jesli bedzie jakakolwiek poprawa to czekają nas dłuuuugie miesiące leczenia jej i przedewszystkim rehabilitacji. Ponoć ma duże szanse, bo miał już podobne o wiele gorsze przypadki które z tego wychodziły. Musimy się liczyć z tym że łapka nigdy nie bedzie jak przed tym feralnym czwartkiem. Ale nam chodzi tylko o to żeby Sindi chociaż mogła sama chodzić, nawet powolutku, żeby mogła być samodzielna. Zeby nie musiała leżeć bezwładnie i liczyć na naszą pomoc nawet w przypadku załatwienia potrzeb fizjologicznych. Teraz czeka nas tydzień nerwowego oczekiwania... Jestem umówiona z lekarzem na kontakt mailowy. Będę dziś do niego pisać. Więc jak tylko będę coś więcej wiedzieć to zaraz napiszę... trzymajcie kciuki... i... łapki waszych bullków.
-
klara_veritas
- Pomocny wiedzą: 3

- Posty: 230
- Rejestracja: pt lip 14, 06 8:06 am
- Lokalizacja: Chorzów
- Kontakt:
Przedwszystkim dziękuje wszystkim za słowa wsparcia i za ściskane kciuki. Wypadałoby też przedstawić się, ale to zaraz umieszczę w odpowiedniej ryubryce. Wracając do Sinduni: Mail wysłany do kliniki kilka godzin temu, narazie nic nie piszą, pewnie mają mnóstwo pracy. Nawet wczoraj o 22 mieli sporo pacjentów. Zobaczymy rano czy będzie jakaś wiadomość od nich w skrzynce. A ja ciągle myślę o Sinduni... i to beznadziejne czekanie do soboty... Cerberek też jakoś jest nieswój i niepotrafi znaleść sobie miejsca i bez przerwy tuli się do mnie z nienaturalną dla niego częstotliwością...
-
Gothika
-
kasia&goro
-
margolciabull
- Pomocny wiedzą: 4

- Posty: 346
- Rejestracja: pt lip 07, 06 23:15 pm
- Lokalizacja: WI 2292F
-
klara_veritas
- Pomocny wiedzą: 3

- Posty: 230
- Rejestracja: pt lip 14, 06 8:06 am
- Lokalizacja: Chorzów
- Kontakt:
wieści z Czech
Witam wszystkich, Wczoraj dostałam maila od lekarza, który prowadzi Sindusię. Napisał, że Sindi ma się dobrze, że ich zaakceptowała, chętnie z nimi współpracuje w trakcie leczenia i rehabilitacji, ma dobry apetyt i że nie płakała jak wyjechaliśmy. Napisał również, że stan Sindi jest troszkę lepszy niz jak ją przywieźliśmy(nie napisał dokładnie na czym polega poprawa). Dzisiaj mam czekać na kolejną relację z postępów w leczeniu i rehabilitacji. Nieco optymistycznie nastawił mnie ten mail, raz ze zaledwie po 36 godzinach leczenia widac jakąs poprawe a dwa, że Sindi nie broni sie przed zabiegami. Co mnie zresztą bardzo dziwi, to u niej wyjątkowe, bo do tej pory jak tylko widziała weterynarza lub strzkawkę z odległosci 10 metrów to warczała i wychodził z niej diabełek. Chyba wyczuła powagę sytuacji i że ci ludzie chcą naprawdę jej pomóc... czekam na kolejnego maila i sprawdzam pocztę średnio co 5 minut. Chyba zwariuję zaraz...
