Osobiście wychodzę z założenia, że dzielić sie bagażem doświadczeń (wiedzy) można i należy, pod warunkiem, że nie jest to powtórzeniem już istniejących na fo bagażów.
Wracając do merytoryki: raz jeszcze skrótowo opiszę znane mi sposoby rozdzielania walczących psów:
1) Chwyt za tylne nogi, zanim psy się sczepią (operacja wymaga współdzialania obu właścicieli - z tego powodu często praktycznie niemożliwa).
2) Kiedy psy ustabilizują chwyt - zabezpieczyć oba za pomocą smyczy (uwaga na ręce przy operacjach w okolicy pyska). Tego (być może oba), który trzyma poddusić za pomocą skręcenia obroży - chwytamy solidnie i maksymalnie skręcamy. Nawet jeśli się wydaje, że nie działa, trzymać stabilnym uchwytem. Tak działają duszenia w judo, bjj - po pewnym czasie pies zacznie odczuwać blokadę dopływu świeżej krwi do mózgu i otworzy pysk. Wtedy odciągamy psa (psy). Jeśli nie mamy obroży można użyć do tego smyczy, linki.
3) Używając break-sticka
4) Używając fiolki z amoniakiem - rozbijamy fiolkę o podłoże w okolicy psów (nie rzucamy w nie, uwaga na pysk i oczy, uwaga również na swoją twarz o oczy). Bodziec jest tak intensywny, że psy puszczają.
Osobiście stosuję sposób nr 2 - noszę specjalną linkę na spacerach. Ktoś mógłby powiedzieć po co? Przecież to wygląda jak wyposażenie miłośnika psich walk. To tak jak z jazdą samochodem, jeśli ktoś umie kontrolować poślizg i robić sztuczki samochodem, nie oznacza, że stwarza zagrożenie na drodze. Pewne umiejętności wymagają określonych narzędzi.
Czego nie polecam:
1) chwytania psów za tylne nogi i podnoszenia do góry po sczepieniu - powoduje tylko głebokie rany, rozleglejsze niż w przypadku 'zwykłego' chwytu - do siły szczęk dochodzi siła grawitacja i dynamiczna praca ciałem w powietrzu
2) chwytania za jądra - czasami może zadziałać, ale jest to zależne od emocji, jeśli przeciwnik jest wystarczające znienawidzony, ból zadziała tylko jako dodatkowy motywator. Poza tym suki nie mają jąder
3) polewania wodą - trudno o kubeł z wodą na spacerze, poza tym sposób średnio-efektywny dla szczególnie zawiętych przeciwników
4) krzyków, walenia psów po ciele przedmiotami, etc. - krzyki tylko nakręcają walkę, walenie przedmiotami pobudza do walki i czyni dodatkową krzywdę psom
5) prób chwytania psów za obrożę, zanim się sczepią - prawie zawsze kończy się to pogryzieniem rozdzielajacego
Są tez inne sposoby, odpowiedni chwyt za szczękę, po uprzednm unieruchomieniu duszeniem, ale to są sposoby dla wprawionych, zdeterminowanych i opanowanych.
Gaz nie jest złym rozwiązaniem, jeśli chcemy zatrzymać zbliżającego się napastnika, rozpylony na ścieżce często skutecznie działa. Oczywiście jak każde narzędzie, tak i gaz wymaga wyobraźni uzywającego i choc chwili praktyki.
Nie stosuję gazu, wolę powstrzymać drugiego psa zdecydowaną postawą ciała, w ostateczności rzutem smakołykami w pysk (w 95% przypadków wystarcza).
Nie pozwalam też swojemu psu na gryzienie psów mniejszych, nawet jeśli są upierdliwe, wyzywające i same zaczynają, a właściciel jest głupcem pozbawionym elementarnej wiedzy o psich sygnałach. Może to zbyt humanitarne, ale nie chcę, aby mój pies gryzł inne psy, nawet jeśli na to zasługują. W końcu to nie ich wina, że ich właściciel jest idiotą.