anka, wiem, ze najtrudniej jest zrozumiec to, co niepojete, mianowicie 100% decyzje o pozostawieniu psa. ja tego do dzis nie rozumiem i nie zrozumiem. jego resocjalizacja powinna polegac przede wszystkim na zmianie wlasciciela, otoczenia i wprowadzeniu zupelnie nowych zasad w jego zycie. cala sztuka pracy z bostonem sklada sie wlasciwie z 2 kwestii - unikania sytuacji konfliktowych, zapewnieniu mu spokoju i komfortu psychicznego oraz na pozytywnej pracy w formie 'nauki w zabawie' (2w1), ktora jest tu podstawa w budowaniu z nim dobrych relacji - wynikiem tej pracy jest rosnace zaufanie i tworzenie wiezi pies<->przewodnik. wydaje sie to pewno bardzo proste, ale zachowanie bostona jest niestety totalnie nieszablonowe i zdazaja sie sytuacje, ktore ciezko przewidziec, zrozumiec i madrze na nie zareagowac. np. ni z gruszki ni z pietruszki wlezie pod maly stolik i wydaje spod niego tak przerazajace charkoty, ze mozna zejsc ze strachu. i co wtedy? wtedy trzeba sie wykazac nie lada sprytem, by odwrocic jego nastroj o 180st. zignorowac ten agresywny ton wypowiedzi i zainteresowac go czyms wesolym, najlepiej z drugiego konca mieszkania, by dodatkowo nie nakrecac go ingerencja w ten jego dziwny swiat. takich niezrozumialych zachowan boston ma do zaoferowania calkiem spory wachlarz i cala magia tkwi w odpowiedniej na dana chwile, czy problem reakcji, czesto wybranej intuicyjnie. i tu kolejne trudne do podjecia decyzje, bo baaardzo latwo popelnic blad, ktory znow moglby go uwstecznic, a dzialac trzeba szybko. zadarza sie, ze podczas tych atakow potrafi tak skumulowac negatywne emocje, ze wpada w nazwijmy to trans. odplywa do swojego swiata, kompletnie sie zamykajac. to sa momenty, kiedy odnosi sie wrazenie, ze to koniec, ze pies jest psychicznie chory, ze mozliwe ze to jakas dziedziczna nieuleczalna choroba i jedyne co pozostaje to morbital...
tak naprawde to nigdy zaden behawiorysta nie mial okazji poobserwowac bostona w jego wlasnym srodowisku, by wylapac to, co istotne do zdiagnozowania gagatka. wszystko o czym pisze, to sa moje osobiste notatki z obserwacji tego bullka, ale mysle, ze robilam to na tyle wnikliwie i starannie, ze niewiele moglo mi umknac. najwazniejsza jest interpretacja tych obserwacji i okreslenie na ile mozliwe jest jego dalsze funkcjonowanie na tym swiecie, a to musi zrobic koniecznie specjalista. mysle rowniez, ze zeby miarodajnie okreslic jego szanse na powodzenie resocjalizacji, powinien zmienic na jakis czas otoczenie i przewodnika. nie chodzi mi o to, zeby kto inny podjal sie jego naprawy i naprawionego oddal z powrotem obecnym wlascicielom, ale to chyba jedyny sposob, by przekonac sie, czy boston nadaje sie, w razie totalnej klapy resocjalizacyjnej ze swoim panciostwem, do adopcji, i by podjac wlasciwa decyzje o dalszych jego losach.
ania, jedna wizyta na pewno nie da pelnego obrazu sprawy, bo boston bardzo lubi obcych ludzi i jest do nich mocno entuzjastycznie nastawiony, co pewno stlumi troche jego codzienne leki, ktore go przesladuja. bedzie podekscytowany nowymi wrazeniami - a obcy czlowiek, ma u niego czysta karte, bo jeszcze go nie skrzywdzil i nie naruszyl jego strefy komfortu, dlatego obcym na wiecej pozwala - bedzie pewno kreciolkowal za ogonem, bo robi tak kiedy jest pobudzony. czeka cie z pewnoscia sporo takich wizyt, zeby wpisal cie na liste znajomych. koniecznie przyjrzyj sie, co sie dzieje po przyjsciu ze spaceru do domu, podczas zdejmowania obrozy i po-spacerowych zabiegow higienicznych. jestem przekonana, ze tobie latwiej bedzie wychwycic wszystkie podejrzane grymasy (bo ja musialam sie bardzo natrudzic, zeby je dostrzegac i rozrozniac, ze wzgledu na posiadane przeze mnie boksery, ktorych skala mimiki 'twarzy' jest ogromna i latwo sie z nich czyta) i niepokojace zachowania, bo wiesz co znaczy 'normalnie' u bullka. mam nadzieje, ze to bedzie owocne spotkanie, i nie ostatnie.
pozdrawiam
paula&boksery



