Strona 1 z 1

jakie szkolenia dla bulpupila?

: sob lip 15, 06 0:39 am
autor: niezwyciężona
z atisem od małdo chodzilam do tadycyjnego przedszkola dla szczeniaków i planowałam tam wrocic na PT ale natrafilam na szkolenie Obedience i powiem wam ze po dwóch spotkaniac jestem zauroczona. Metody i podejscie dziewczyn prowadzacych jest super, a co najlepsze mialy pod swoimi skrzydłami bula ktory teraz startuje w agility. stosuja klikiery maja zupelnie inne podejscie do uczenia psów niz to na ktorym byłam. Powiedzialy mi jedno- nie chodzi w szkoleniu o to zeby pies zrobil co mu karzesz mimo ze sam tego nie chce tylkozeby chcial cos zrobic dla ciebie i sie z tego cieszyl ze zrobil ci przyjemnosc. I uwazam ze to super podejscie.

pare słow o obedience

*

Co to jest Obedience

Co to jest obedience? To metoda szkolenia psa oparta na więzi psa z przewodnikiem, na wzajemnym kontakcie i współpracy. Pies musi okazywać równie dużo spontaniczności i przyjemności z wykonywania ćwiczeń, co my, trwając w przekonaniu, ze najwspanialszą rzeczą dla niego, jest sprawianie nam przyjemności. Pies, który znajduje w szkoleniu przyjemność będzie się uczył znacznie szybciej i będzie pracował cały czas w kontakcie z nami.

Kilka reguł:

Szkolenie prowadzimy 'małymi kroczkami', używając zawsze tych samych komend dla tych samych ćwiczeń.

Zawsze planujemy trening. Ustalamy, co chcemy osiągnąć, jak i dlaczego.

ZAWSZE nagradzamy pożądane zachowanie ignorując niepożądane

ZAWSZE zachowujemy spokój

W fazie nauki pracujemy zawsze na tym samym terenie. W różnych miejscach przy doskonaleniu ćwiczeń, żeby uniknąć monotonii powtarzania tego samego.

Musimy poznać możliwości fizyczne i psychiczne naszego psa, żeby dostosować trening do jego poziomu. Posługując się zupełnie innym językiem niż my, pies często sprawia wrażenie, że zrozumiał więcej, niż w istocie. Musimy być pewni, że zrozumiał naszą komendę.

Być przewodnikiem w pełnym sensie tego słowa - podejmować inicjatywę, określać limity. Pies musi czuć respekt, ale przede wszystkim mieć zaufanie.

Stwarzać wrażenie, że jest bardzo ważny. Być uważnym na jego zachowanie.

Nad prędkością pracujemy przy pomocy piłeczki, nad precyzją wykonania ćwiczeń - smakołykami.

Trening:

Rozpoczynać szkolenie w spokoju, w rozluźnionej, przyjacielskiej atmosferze.

Wydawać polecenia jasne, proste i zrozumiałe dla psa.

Kontrolować, czy polecenie jest dla psa zrozumiałe.

Ułatwiać psu zrozumienie komend poprzez mowę gestów, postawy i zachowań.

Chwaląc psa używać zawsze tego samego słowa, pierwszego, którego się pies nauczył.

Każdy seans rozpoczynać przez słowo, które będzie dla psa znaczyło 'uważaj, zaraz będziemy pracować, będę chcieć coś od ciebie' i kończyć innym, które będzie dla niego znaczyło rozluźnienie i odwrócenie uwagi (odpowiednik wojskowego baczność i spocznij)

Nigdy nie kończyć treningu na porażce.

Nigdy nie powtarzać ćwiczenia, które zostało doskonale wykonane, następne może być wykonane już tylko gorzej.

Każdy seans musi być bardzo krótki: 3 ćwiczenia max. Konieczność koncentracji jest dla psa bardzo męcząca.

Pamiętać, że źle wykonane ćwiczenie to nie jest błąd psa tylko nasz.

Nie zapominać, ze Obedience ma być dla psa przyjemnością, a nie odrabianiem pańszczyzny.

Gdy uważamy, ze pies zna ćwiczenie, trenujemy jeszcze 2-3 miesiące, żeby je utrwalić.

Nie wykonywać wszystkich programowych ćwiczeń.

Dzielić ćwiczenia na bardzo małe kawałki i te nagradzać.

a tu link z szerszymi informacjami

http://www.obediencepoznan.za.pl/ARTYKU ... 0Obedience text="http://www.obediencepoznan.za.pl/ARTYKU ... 0Obediencehttp://www.obediencepoznan.za.pl/ARTYKULY.html ... 0Obedience>

: sob lip 15, 06 11:26 am
autor: JonSnow
chyba mówisz o szkole na Szopena? Niestety nie mają oni uprawnień ZK.

Nie rozumiem jednego jak można mówić o metodzie 'Obedience' skoro to po prostu posłuszeństwo :?: czy nie można powiedzieć 'trening metodami pozytywnymi" :?:

Z paroma rzeczami zupelnie się nie zgadzam, nie wiem skąd taka teoria:

'nie powtarzaj ćwiczenia doskonale wykonanego'

'seans krótki, 3 ćwiczenia max' - to jest zalezne od psa,chyba to pod przeciętnego bulka pisali :lol: mam okazję obserwowac ostatnio np. owczarka szetlandzkiego, on pożada nauki i kontaktu z czlowiekiem, tak krótkie seanse to byłaby dla niego zbrodnia, szkoda, że jego właściciel tego nie zauważa...długość seansu zależy od osobnika.

Konkludując: trening pozytywnymi metodami zdecydowanie tak, niezależnie od nazwy. Ale jak już wielokrotnie mialem okazję się przekonac sama marchewka nie wystarcza.

: sob lip 15, 06 13:34 pm
autor: _JaMaR_
Byc może chodzi o to aby nauka była czymś pośrednim i jakby ubocznym.

Może trwac dłużej ale może też być skuteczniejsza, trwalsza...??? no i nigdy nie przekroczy formy zabawy (nie zmęczymy psa) ;)

Mi się podoba !:)

: sob lip 15, 06 17:26 pm
autor: niezwyciężona
wydaje mi sie grzechu ze szukasz dziury w całym, mi osobiscie podoba sie ta metoda bo chodzi w niej o to zeby pies chcial zrobic to co od niego wymagasz i cieszyl sie z tego ze zrobil ci przyjemnosc a nie na zasadzie kolczatka , mus i jak nie zrobisz to bedzie zle. Bo i tak kiedys karty sie odwroca i pies nie posłucha. szkolenie ma na celu zeby pies zrozumial ze to o co go prosilmy moze zrobic i wtedy bedzie nagroda w ostaci zabawy z pilka i wtedy jest super. a jak zrobic nie chce to jego sprawa nie bedzie zabawy, przysmaku a tylko zlekcwazenie przez pana. Jest to długa praca z psem,ale uczy psa zaufania do wlasciciela ,buduje wiezi przyjacielskie a nie ja tu jestem panem a ty musisz mnie słuchac. PIes i własciciel powinni byc przyjaciolmi, ufac sobie i byc na rowni, bo jak zdobedziesz zaufanie bulteriera to juz na zawsze a jak bedzie robil cos z przymusu to moze obrocic sie przeciwko tobie. Nie długo uczestnicze w tym kursie ale zdazylam sie wiele nauczyc i podoba mi sie delikatnosc tego szkolenia. Szczegolnie jesli chodzi o bula to jest wazne, pies musi chciec z toba wspołpracowac, a nie tylko udawac, mechanicznie robic co mu karze.

Masz prawo miec wlasne zdanie i szanuje to ale swojego nie zmienie. Za pierwszym razem mialam mieszane uczucia co do tego sposobu nauki,ale juz za drugim widzialam ze To własnie Atis ma z tego frajde, bo uczac sie bawimy. jest pileczka i inne fajne nagrody. Widze juz w tej chwili efekty i nie zamierzam tego zaprzepascic. I nie ma dla mnie znaczenia czy sa zrzeszone czy nie. sam mowiles ze papier nie ma znaczenia, jesli ma to pomoc w stworzeniu relacji z psem takiej o ktorej np.pisza w ksiazce "zapomniany jezyk psów" to zrobie wszystko zeby tak bylło, nawet jesli ktos sie z tym niezgadza

: sob lip 15, 06 17:31 pm
autor: niezwyciężona
poza tym to sa ogolne wiadomosci ze strony ktora podałam,bo i tak kazdy pies traktowany jest indywidualnie. najpierw jest sesja zapoznawcza podczas ktorj dziewczyny patrza jaki pies sie zachowuje, jakie sa relacje z wlascicielem co umie a potem daja wskazowki. kazdy pies ma swoj własny program i szybkosc nauki,Uwazam ze to dobry sposob

: pn lip 17, 06 8:00 am
autor: Żmija
Kilka moich uwag do postu niezwycięzonej:

- nie zgadzam się, że pies ma zrobić coś, żeby sprawić nam przyjemność. Bądźmy bardziej prozaiczni. Szkolenie każde opiera się na tym, że to pies ma mieć przyjemność. Chciałabym zobaczyć choć jednego psa, ktory pracuje tylko dla przyjemności przewodnika. Może czerpać radość z kontaktu, dlatego moim zdaniem nieetyczne jest postępowanie wielu przewodników IPO robiących wynik -pies zna tylko kojec- szkoelnie-kojkec szkolenie. Z takim psem łatwo się pracuje, bo on kontaktu łaknie. sztuką jest przekonanie psa, że jesteśmy największym xrodłem przyjemności, a wspólpraca jest najmilszą forma kontaktu

-faza nauki trwa cały czas, dlatego pojecie "faza nauki" jest nieporozumieniem samym w sobie. Załóżmy, że nasz pies doskonale waruje, poza naszym zasięgiem wzroku lezy skoncentrowany na miejscu gdzie zniknęliśmy 5 minut i jest tak w 97 przypadkach na 100. Dodajmy do tego czynnik dla psa nieznany np. podchodzi do niego przewodnik z obcym psem i ten pies przez niego przeskakuje jak przez przeszkodę. Jesli pies złamie komendę, nie umie jej. Nie ma zatem czegoś takiego jak nauczony "siad". Jest tylko "siad" nauczony w konkretnych warunkach. Dlatego:

- nieporozumieniem dla mnie jest praca na tym samym terenie. Dobre zajęcia obedience prowadzone sa w rożnych, nieznanych psu miejscach. zwykle teren zawodów nie jest placem treningowym psa

- praca 2-3 miesiące nad ćwiczeniem wydaje mi się nieco za krotka. To, że ćwiczę z suką równo rok m.in. znane komendy wskazywałoy na to, że albo ja , albo pies jesteśmy tępi, a nie wydaje mi się

- po co moje psy mają czuć respekt i co to jest ten respekt dla psa?

Jon Snow:

- jest coś z tym nie powtarzaniem ćwiczenia wykonanego doskonale. Większości psów powtarzana często w jednej sesji dobrze wykonana komenda wygasza się, a w zasadzie jak ze wszystkim- pies jest napalony na prace, pracuje super, pracując to poztywne napiecie obniża się i komendy wykonywane są z reguły wolniej, chyba , że jesteśmy w fazie mocnego naprowadzania zabawką. wtedy mozna na full. tak nauczyłam szybkiego warowania- 3 godziny rzucałam kij

- zgadzam się, że długość sesji zalezy od psa, u mojej suki sesja może trwać około 20 minut -przerwa i tak 4 sesje, ale: w sesji ćwiczenia zmieniam co 2 powtórzenia. Dlaczego? Mój pies lapie schemat błyskawicznie. W ten sposób zapsułam chodzenie przy nodze ćwicząc zetkę. Pies mi przestawał mysleć. Teraz chodzenie na pachołkach najczęściej mam takie: trasa OB, trasa IPO, trasa Schutzhund.

Drugi przykład: komendy marszowe na kwadracie: bok B stój, bok C siad, bok D waruj. Zrobię tak 2 razy i zmieniam kolejność, bo suka zrobi mi komendy sama, albo zapamieta ostatnią i w następnej sesji zamiast staąć- zawaruje. Najprostszym przykładem jest tor agillity - za każdym razem muszę robić inną trasę

I co dla mnie najtrudniejsze: przerwać ćwiczenia, kiedy pies jest najbardziej najarany na pracę.

To na razie tyle. Jeszcze tu wrócę, po treningu :wink:

: pn lip 17, 06 22:56 pm
autor: niezwyciężona
To nie sa moje stwierdzenia o ktorych piszesz tylko ze strony do ktorej podany jest link pod materialem. To jest tylko ogolny opis a cala wiekszosc jest na stronie. Dla ułatwienia czytajacego wkleilam ten materiał. Wiec to nie sa moje słowa. :D Fazy nauki itp. -to nie ja to wymyslilam tylko ktos kto sie tym zajmuje prowadzac firme szkoleniowa :D

: pn lip 17, 06 23:02 pm
autor: Żmija
Wiem niezwyciężona :D Ja nie atakuję tylko komentuję zamieszczony tekst i określilam Cię jako autorkę posta, a nie owego tekstu :D To tylko mój głos w dyskusji. :D

: pn lip 17, 06 23:55 pm
autor: szwedu
<QUOTE author="Żmija"><s>
Żmija pisze:</s> Chciałabym zobaczyć choć jednego psa, ktory pracuje tylko dla przyjemności przewodnika.
</QUOTE>
Akurat znam takiego Owczarka niemieckiego ktory zrobi wszystko dla pana i tylko czeka na nagrode a nagroda wcale nie byla smakolykiem tylko poglaskaniem lub powiedzeniem milych slow lagodnym tonem, pies wtedy warjuje i cieszy sie niezmiernie poczym przestaje i tylko patrzy na wlasciciela..poprostu jak to zobaczylem bylem zdumiony, potrafi wydac mu polecenie waruj i idzie do sklepu na 15 minut a pies nie rusza sie z miejsca i nie zwraca na nikogo uwagi. Bardziej wycwiczonego psa w zyciu nie widzialem. i tak jak mowilem pies jedyne czego oczekuje od wlasciciela to pochwaly i wtedy jest w niebie (przynajmniej tak to wygladalo specjalista ze mnie zaden) nie znam zadnych szczegulow jak on trenowal psa niestety...

: wt lip 18, 06 0:01 am
autor: JonSnow
Aśka, nie szukam dziury w całym. Komentuję. Przeszedłem całą drogę: od tzw. tradycyjnego szkolenia poprzez szkolenie metodami pozytywnymi, wróciwszy czasami do awersji jak trzeba. Można powiedzieć, że jestem stary dziad, bo bawiłem się w pozytywne szkolenie, CSy i takie tam, kiedy ten ruch się w Polsze zaczynał.

Sam polecam cały czas kliker, pamietając o tym, że tak samo jak w używaniu klatki, nadrzednym celem jest rezygnacja z niej w ogóle (czy też po prostu pozostawianie jej otwartej), tak w szkoleniu klikerem nadrzędnym celem jest rezygnacja z klikera.

Nie uprawiam szkolenia do wyśrubowanych granic, nie ćwiczę z psem Schutzhund czy Obedience zawodniczego, szkolenie jest u mnie tylko narzedziem do kształtowania więzi z psem i do kontroli psa. Zresztą starych drzew się nie przesadza, tak z moim psami na pewno nie osiągnę sukcesów w zawodach szkolenia posłuszeństwa, obedience czy jak to zwał. Na pewno moje panie w średnim wieku nie osiągną takiego poziomu jak suczka Żmiji na ten przykład. :D

A propos 'zapomiany język psów' opiera się na błędnych przesłankach obserwacji wilków w niewoli - podobne koncepcje krytykuje sporo autorów, wyciąg jest u Lindsaya, pani Mierzwińska tez krytykuje te metody.

Szwedu to nie jest kwestia li tylko sposobu treningu, tylko bardziej osobowości. Mistrz olimpijski jest jeden na parę milionów. Mistrz w obedience, czy pracujący za uśmiech to też rzadkość.

: wt lip 18, 06 10:08 am
autor: Żmija
Znam bardzo dobrze pracujace owczarki, pracujące serio, jedna ze znajomych suk pracowala w policji Stanach, gdzie miała wypadek. Postrzelono ja i jej przewodnika podczas przeszukiwnia magazynu. Niemniej mocno raniona dorwała bandytę. Wszystkie psy służbowe, jakie znam były uczone rożnymi metodami, ale również nagradzane. Tak, dla psow największą radością jest praca z człowiekiem wtedy, gdy się tego nauczą. Tylko nie wiem jak bez nagród w poczatkowym etapie nauki można psa nauczyć przyjemności z kontaktu ( pracy). Istnieje teoria o "kończynce " nagród . Sa to:

- przeciąganie

-aportowanie( nie regulaminowe)

- smakołyk

- kontakt socjalny.

Tak więc pogłaskanie psa też jest nagrodą, z tym, że istnieją psy, ktorych trzeba nauczyć, że np. pieszczoty są fajne. Piszę o nagrodach (smakołykac h/zabawkach), bo poczatkujący i wlaściciel i pies moga przeżyć niezłą frustrację, starając się uczyć w oparciu o wzjaemne zadowolenie i pomijając nagradzanie

Sama nie uczę psow na żarcie, bo mają to w nosie. Uczę bawiąc się. Podniecone wizją pracy ( głównie mała) nie biorą smakołyków, albo je wypluwają. Niemniej takie napalenie uzyskujemy wcześniej swoicie nagradzając psa. Szczególnie w początkowym etapie nauki nagrody sa bardzo, bardzo ważne. Lubię szkolenie pozytywne, bo w nim komenda sama w sobie jest zapowiedzią nagrody, a nie groźba kary. Awersję stosuje się zwykle, gdy pozytywne metody zawiodą.

Aha, pracując nad komendami, pracujemy nad tak zwanym wrażeniem ogólnym. W ob zależy na radości psa, dynamizmie, kontakcie wzrokowym. Ten kontakt wzrokowy to też ćwiczenie, po prostu gapienie się na twarz trzeba nagradzać, żeby wzmocnić. A że z boku wyglada super.... to o to chodzi wlaśnie :) Komendy wypowiadam radośnie i miło- mój entuzjazm ma sie przełożyć na dynamikę burka.

Szwedu, piszesz o psie nauczonym zostawania. To fajne ćwiczenie i bullterriery zazwyczaj nie mają z nim problemu

Jon Snow, z poprzednimi psami przeszłam też długą drogę róznych metod, chowałam się na Smyczyńskiem, ale nie stosowałam się do jego zaleceń dotyczących karania ( Bogu dzięki). Na szkolenie wkęciłam się, szczególnie słysząc, że z bullterrierem się nie da. Większość rzeczy się da : Teraz szkolenie to największa przyjemność, a apetyt rośnie w miarę jedzenia.

P.S. A teraz trochę wazeliny : Jon Snow, Ty jestes dla mnie kopalnią wiedzy odnośnie behawioru, terapii etc. Gdybyś nie dzielił się swoją wiedzą, byłabym jeszcze bardziej ciemna niż jestem :D I zgadzam się, szkolenie przede wszystkim służy pogłebieniu kontaktu i porozumieniu z psem. Dlatego walczę z mitami o nieuctwie bulterrierów i staram się przekonać właścicieli psów do potrzeby podstawowej pracy z nimi. :D Dal mnie to takie fajne hobby. A na sukcesy zawodnicze przyjdzie mi poczekać :D

P.S. Mimo, że mnostwo w sieci i poza nią opracowań na temat, może warto załozyć temat, jak nauczyć bullterriera ( niekoniecznie klkerowo) poszczególnych komend, przydatnych w życiu?

: wt lip 18, 06 20:01 pm
autor: niezwyciężona
<QUOTE author="Żmija"><s>
Żmija pisze:</s>Wiem niezwyciężona :D Ja nie atakuję tylko komentuję zamieszczony tekst i określilam Cię jako autorkę posta, a nie owego tekstu :D To tylko mój głos w dyskusji. :D
</QUOTE>
bron boze nie odebrałam tego jako atak, tylko zrozumialam posta jako ja mialabym go napisac, dlatego wyjasnilam ze jest to napisane przez ludzi ktorzy maja jakas praktyke w tej dziedzinie. Ja tez z niektorymi sprawami nie do konca sie zgadzam,ale jest to mysle ogolny zarys do modyfikacji przez własciciciela dla swojego psa :D :D

: czw lip 20, 06 18:18 pm
autor: kamila
Co byście nie pisali, to ja uważam, że pies potrzebuje tego, żeby od niego wymagać. A jeżeli widzi, że to co robi poprawnie sprawia nam niesamowitą radochę (mówię o niesamowitej radosze a nie "dobry piesek"), to po jakimś czasie zaczyna to wykonywać właśnie w tym celu. "Chyba jednak będę biegała na ringówce, bo wtedy Pańcia się śmieje i jest szczęśliwa a nie patrzy na mnie smutnymi oczkami, i jeszcze daje nagrody!!!!". Coco nie chciała robić wielu rzeczy, nadal się uczy ale gdy widzi, że moja gęba się cieszy, to robi je z większym zaangażowaniem i z większą radością. Np gdy każę jej usiąść i zostać - odchodzę gdzieś i za jakiś czas wracam, to nadal siedzi ale jak widzi że idąc już ją chwalę i cieszę sie jak dziecko, to siedzą ogonen tak merda, że jest pozamiatane i niesamowicie się cieszy. Zresztą wy chyba widzicie, kiedy wasz bull robi coś z niesamowitą przyjemnością w oczach i uśmiechniętym pyskiem.

dodatkowo uważam, ze wszystkie szkolenia bardziej lub mniej profesjonalne, gdzie nauka jest skutkiem ubocznym lub nie ale przynoszą dla danego psa pozytywne efekty (przecież każdy pies jest indywidualnością i nie można wszystkich wrzucać do jednego pudełka) są wskazane. z tym że trzeba lubić pracę z psem a nie się zmuszać dla efektów. pies czuje, że nie robi się tego z chęcią i on tez nie ma na to chęci.

to jest oczywiście moje subiektywne zdanie i możecie mieć inne

: czw lip 20, 06 19:23 pm
autor: Żmija
Ano, dla mnie prawda. :D Pies to antena, zarowno pozytywnych jak i negatywnych emocji. I w sumie nie chodzi mi tak bardzo o efekty tak jak o proces. Dlatego siłowo szkolić nie będę i za cienka jestem w uszach, żeby to robić. A pozytywnie bardzo lubię. Szczerze mowiąc nie znam ciekawszego zajęcia. Tylko trzeba pamietać, że własne ambicje można sobie schować do kieszeni i to pies jest najważniejszy. Cierpliwość, zyczliwość i dużo madrej miłosci pomagają. Trochę przykro mi się patrzy na psy, które właściciela maja w nosie, ale to zazwyczaj zasługa wlaściciela :)

P.S. Na ringu wystawowym moj pies ma mnie kompletnie w nosie i to tylko moja zasługa. Jestem mistrzem palenia wlasnego psa. :)

: czw lip 20, 06 21:48 pm
autor: niezwyciężona
teraz grzechu zrozumialam o co ci chodzi.Ty mowisz cały czas o typowym szkoleniu obedience ,dla mnie nie ma znaczenia jak to sie nazywa , wazne jest dla mnie to ze z psem nie musze pracowac siłowo,kolczatka i te sprawy. ały czas mowimy o podobnych rzeczach.Kazdy ma jakies doswiadczenia lub chce je zdobyc w temacie szkolen i mysle ze niewarto do tego zrazac. z moich obserwacji jednak wynika,ze metoda dzialania pozytywnymi bodzcami jest w stosunku do mojego psa najbardziej odpowiednia.I nie mowimy tu o owczarkach, z ktorymi dobrze sie pracuje tradycyjnymi metodami ale o bulach,ktore wiedz a o oslim uporze wiecej niz niektore rasy. I tylko o to mi chodzi.

Co do literatury kazda ksiazka zawiera niedoskonałosci, ale w tej konkretnej podoba mi sie to ze nie ma suchych faktow,ze kobieta potrafila opisac swoje błedy dzieki czemu mozna sie na nich uczyc.i Uwazam ze jest warta przeczytania :D