Strona 1 z 1
W jaki sposób dorosłą sukę oswoić z jazdą autobusem ?
: pn lut 05, 07 20:06 pm
autor: emara
Haszi ma 2lata i 4miesiące. U mnie mieszka od 6mies. swojego życia. Z tego, co wiem u wcześniejszych właścicieli była wożona tylko autem, u mnie też doopę miała wożoną autem. Z komunikacją miejską nie miała zbytnio do czynienia

. Niestety od pół roku jesteśmy zmuszone wozić się autobusami i tu pojawia się problem. Haszi już w drodze na przystanek autobusowy stawia czynny opór osiołka, no ale z krótkimi przerwami w końcu na ten przystanek dochodzimy - najczęściej na patyczek, bo patyki uwielbia. Na przystanku czasami jest tak, że bawi się patykiem, ale gdy czas oczekiwania na autobus się przedłuża suka zaczyna się stresować, patyk przestaje ją interesować i najchętniej poszłaby sobie stamtąd

. Co do autobusu osiągnęłyśmy już taki sukces że sama się do niego wgramoli, wcześniej musiałam ją wnosić - komicznie to musiało wyglądać, cielsko prawie 30kg wnoszone na rączkach

. W autobusie też już w miarę spokojnie jeździ, ale widzę, że sytuacja też ją stresuje, do tego dochodzi kaganiec, w którym na co dzień nie chodzi. Odpada BAROWANIE, bo nie chce jeść smakołyków w tej sytuacji.
: pn lut 05, 07 20:24 pm
autor: JonSnow
wiem, że to zabrzmi idiotycznie i jeszcze idiotyczniej będzie wyglądać, ale najpierw musiałabyś przez pewien czas:
1) chodzić na przystanek na chwilkę, bawić się tam z nią patyczkiem, dotykać, mówić łagodnym głosem, trochę komend nie zaszkodzi, następnie odejść z przystanku
2) za jakiś czas ta sama procedura, wchodzisz do autobusu i wychodzisz po paru sekundach, w autobusie cwiczysz, np. patrz, przed wyjściem i po dużo nagród dotykowych, może wtedy będzie już w stanie zjeść smakołyk
3) etap ostatni - jeździsz autobusem
Możesz też przed wejściem i po wyjściu, a nawet w trakcie zastosować masaż karku, szyi i grzbietu.
Procedura a'la odwrażliwianie na stres separacyjny. Czas trwania: około 3 tygodni? (po 1 tygodniu na każdy punkt).
Minusy:
1) w międzyczasie musisz jeździć autobusem, więc stres tak czy siak jest, najlepiej by było do jazdy autobusem przejść na samym końcu procedury
2) idiotycznie to wygląda - ale trzeba się przełamać, trudno
Alternatywa nr 1: leki, ale skuteczność w tym przypadku nieznana, tak czy siak odwrażliwiać trzeba (same leki nie wystarczą)
Alternatywa nr2: przyzwyczaić się
: pn lut 05, 07 20:28 pm
autor: sajko
Warto iść do zajezdni, takiego przystanku końcowego, tam masz mnóstwo autobusów i mało zadziwionych gapiów, a miły kierowca może pozwoli Wam na spacer po autobusie bez kagańca

: pn lut 05, 07 20:48 pm
autor: JonSnow
Super pomysł, najlepiej pobaw się z nią parę/10-15 min w autobusie, aż go zaakceptuje.
Tylko widzę pewien problem formalny - nie wiem, czy ktoś Cię wpuści na zajezdnię? Problem drugi - w takim autobusie nie ma ludzi.
Jednak jak się uda, to może nie trzeba będzie bawić się w odwrażliwianie na przystankach.
: pn lut 05, 07 20:52 pm
autor: sajko
JonSnow, no dlatego dopisałam, że taki przystanek końcowy. Nie wiem, jak to okreslić, bo sa takie zamknięte zajezdnie i takie własnie przystanki końcowe, ale przynajmniej u nas w wwie są takie miejsca, gdzie autobus kończy trasę, czeka ok. 20-30min i rusza spowrotem w trasę. Np. w Wilanowie jest przystanek końcowy, na Sadybie, itp, cicho spokojnie i miło i to jest otwarte normalnie dla ludzi

: pn lut 05, 07 20:53 pm
autor: margolciabull
myslę że Sajko chodziło o pętlę autobusową. trudno sobie wyobrazić wsiadanie - zabawę - wysiadanie na zwykłym przystanku...
ja uważam to za dobry pomysł. Margolcię też uczyłam jazdy autobusem w sposób jaki opisujesz Jon. Pomogło. tylko że mea culpa bo autobusem którego nie potrzebujemy jechała z 5 razy odkąd jest u nas, więc nie wiem jakby teraz reagowała.
: pn lut 05, 07 20:56 pm
autor: sajko
<QUOTE author="margolciabull"><s>
margolciabull pisze:</s>myslę że Sajko chodziło o <U><s></s><B><s></s>pętlę autobusową </B> </U>
</QUOTE>
dokładnie! nie mogłam sobie przypomnieć tego jakże skomplikowanego słowa
p.s. a mówiłam szefowi, że z każdym dniem pracy głupieję...
: pn lut 05, 07 21:09 pm
autor: emara
Dzięki za rady

. Pętli autobusowej w pobliżu niestety nie mam, więc na razie będziemy bawić się na przystanku

Idziemy właśnie na spacer w tamte okolice

: wt lut 06, 07 17:05 pm
autor: FIFI
A moze psu byloby "milo" gdyby w autobusie spoykal kogos , kogo bardzo lubi (a potem na przystanku docelowym)
: śr lut 07, 07 0:39 am
autor: emara
Znalazłam sposób na Haszi, co by nie udawała osiołka w drodze na przystanek

. Przypomniało mi się o jej magicznej piłeczce, poza którą świata nie widzi. Więc nawet nie zauważyła, że doszłyśmy na ten przystanek, a na przystanku bawiła się nią i miała gdzieś, że potworne autobusy jeżdżą

. Wyluzowała się na tyle, że zjadała smakołyki i wykonała komendę siad i waruj. I tutaj mam Grzegorzu do Ciebie pytanie: czy taka piłeczka, na którą Haszi jest bardzo nakręcona jest dobrym rozwiązaniem

Czy to raczej powinna być zabawa, która jednak pozwala jej bardziej zauważać, co dzieje się w koło -np. przyjeżdżające i stające na przystanku autobusy

: śr lut 07, 07 9:32 am
autor: Żmija
Ja nie Grzegorz, ale myuslę, że bardzo dobrze, że masz cos, co na sunię dziala. Pojechałabym, jak radzą inni na pętlę autobusową i tam pobawaił się z sunia piłęczką w środku. Potem dopiero piłeczka powoli zamieniałabym na jedzenie. Aha, jedzenie powinno zadziałać za jakis czas- ale warto dołożyc kolejny warunek- lekko przegłodziłabym przedtem Haszi.
: śr lut 07, 07 11:13 am
autor: JonSnow
Ja nie Żmija, ale nie ma nic do dodania po wypowiedzi Magdy
Co innego obsesyjne nakręcanie się na zabawkę i niemożność wyciszenia psa w domu, czy na spacerze, a co innego okiełznanie strachu (średniego). Tutaj obsesję można z powodzeniem wykorzystać, a potem stopniowo z niej rezygnować. Może to być taki 'kop', który zdecydowanie przyspieszy cały proces.
: śr lut 07, 07 11:18 am
autor: niezwyciężona
grzesiek moglbys rozwinac temat obsesyjne nakrecenie na pilke?
: śr lut 07, 07 11:42 am
autor: JonSnow
Żmija będzie w tym lepsza, bo od niej to wziąłem. Inki Soesten o tym pisze.
Z mojej praktyki: ostatni przypadek: Boston - obsesyjnie nakręca się na piłkę w domu, nie można mu jej zabrać (chyba, że za druga piłkę), w żaden sposób nie można wyciszyć (oczywiście jest na początku drogi szkoleniowej). W rezultacie albo bawi się z nią w nieskończoność (jeśli ktoś z nim to robi), albo niszczy (jeśli nikt tego nie robi). Ewidentnie widać, jak w tej zabawie mu poziom stresu wzrasta. A on i tak jest mocno zestresowany.
Dlatego w domu Bostona piłeczka nie jest używana, bawimy się tylko w szukanie.
Boston nie jest bojaźliwy, ma agresję domową i zachowania kompulsywne, trzeba go wyciszać.
Natomiast przy psie bojaźliwym warto taką obsesję wykorzystać do pracy ze strachami, stopniowo dochodząc do sytuacji, że bez atrakcyjnej zabawki będzie strach akceptował.
: śr lut 07, 07 12:10 pm
autor: Żmija
O zachowaniach obsesyjnych u bulli mozna pisac pisać. to, że super wkręcają się na zabawki może być pomocą, ale w prypadku niedoswiadczonego wlasciciela również przekleństwem. Dodman wkrecenie na zabawki łączy ze skłonnoscia buli do innych zachowan obsesyjnych. Tego nie wiem, ale wiekszośc szkoleniowców z wieloletnim stażem stawia znak równości między bullterrierem a wkręcenie na piłeczkę.
No i tak, jak zauważam, moze mieć to niejaki związek z obsesją , bo standardowo lupowość przeklada się na wkręcenie na zabawkę, ale jest wiele bullków, ktore jako małe szczeniaki nie przejawiały silnego instynktu łupu, ale zaczynają bardzo inetresować sie zabawkami po 6-7 miesiący zycia. U mnie obsesyjnie piłeczkowy pies ma instynkt dra[iezcy na poziomie 0. Łupowe suki mają zainteresowanie zabawkami od poczatku, ale w sumie jest ono mniejsze.
Obsesję można wytworzyć celowo lub przypadkiem, mozna sobie zrobić np. dziamiącego aportera, albo wykorzystać zabawki jako nagrody, jako narzędzie przeciwwarunkowania etc.
Wielokrotnie zabawa właścicieli z psami polega wylącznie na rzucaniu zabawki i to powoduje obsesję. Psy uczą sie, że prawdziwy kontakt z wlascicielm mają tylko podczas rzucania piłki.Dlatego warto rówżnicować zabawy. Przykładem ostatniego psa obsesyjnego jest bulinka, ktora nie potrafi nieignorowana połozyć się, zrelaksować, jesli ma zabawkę, nia ma zmiłuj. Poziom stresu takiego psa jest wysoki, bardzo wysoki. Turid Rugas radzi, żeby nie bawić się z psem piłką częściej niż 3 razy w tygodniu po 15 minut, a poziom stresu można łatwo odczytać z zachowania psa, kiedy poznbawiony jest ruchu bez smyczy przez 2-3 dni. Jako alternatywę dla zabaw piłką mozna dać zabawy węchowe i spokojny smyczowy spacer z właścicielem na długiej smyczy, z możliwościa wąchania przez psa. Obsesja z jednej piłki potrafi przenieść się na inne piłki
U mnie w domu dla psa Pirata, który jest wkrętem totalnym, panują następujące zasady:
-brak zabawek w domu
- zabawa zabawką tylko z człowiekiem
-zabawa w szukanie ukochanej zabawki
- aportowanie na zasadzie- rzucam nową zabawkę, od ktorej pies nie jest uzależniony i tylko raz w nagrodę na przyniesienie rzucam zabawkę, na którą jest wkręcony. Kolejne przyniesienia zabawki nowej nie sa nagradzane. Pies nie wie, kiedy zostanie nagrodzony ukochaną zabawką. to bardzo specjalna nagroda. Pies dostaje ją na kilka sekund raz na kilka dni. I to go bardzo motywuje do wszystkich komend znanych. ogólnie np. nagradzam jedno przywolanie na 60 -80,ukochaną zabawką, co 6-7 żarciem. Pies nigdy nie wie, czy go nagrodzę, czym go nagrodę i to napięcie powoduje ogromny wzrost motywacji i całkiem dobre posłuszeństwo - dla mnie priorytetem jest przywołanie.
Z czasem , niej więcej po miesiącu nowa zabawka znów staje się obsesją i wymieniam ją na nową. mniej podniecającą.
takie dzialania pozwlają mi mieć spokojnego, karnego psa, który zarówno potrafi odpoczywać, jak i bawić się, być biernym i aktywnym. Przede wszystkim jendak po odpieciiu smyczy nie odchodzi tylko chodzi przyklejony do mnie, w oczekiwaniu na jakąć wspólna aktywność, co jest bardzo ważne, kiedy ma sie agresora.
P.S. Przy Fi Pirat to aniolek, choć dał mi w dupę. Żamcia była łatwiejsza od Pirata, tak więc Fi dopiero nauczy mnie pokory- cholera jedna.