lęki
: czw lis 24, 11 20:21 pm
Witam, mam problem z moim psiakiem. Chodzi o to, ze Feo od długiego już czasu boi się chodzić na spacery. Gdy tylko wyjdziemy z domu, on chce wracać, cofa się, szarpie smycz. Czasami nawet nie chce dać zapiąć sobie smyczy, albo jak mówimy "spacer", idzie do siebie na miejsce i tylko zerka zza kanapy. Nie zdarza się to za każdym razem gdy idziemy na spacer, są dni kiedy na widok smyczy sam podbiega a potem wylatuje z domu jak szalony. Zawsze mieliśmy dwie trasy spacerów, z jednej zrezygnowałam bo tam po prostu szalał, ale teraz zaczyna mi wariować na drugiej.
Drugą kwestią jest to, że wyje po nocach. Zaczęło się to chyba w momencie gdy mój tata został oddelegowany do Kielc do pracy i wracał tylko na weekendy. Feo noc w noc pojękiwał, a gdy tata zmarł, praktycznie od roku nie ma nocy, żeby pies nie wył. I nie jest to "zwykłe" skomlenie, to jest wręcz rozpaczliwe wycie. Zastanawia mnie też, czy aby na pewno jest to kwestia związana z tatą, bo "właścicielką" psa jestem ja i to mi zawsze okazywał względy "swojej pani", a nie tacie. Próbowałam już próśb i gróźb, przytulałam i dawałam w tyłek, schodziłam do niego (mam pokój na piętrze) i ignorowałam. Obserwowałam go uważnie i na prawdę nie potrafię znaleźć przyczyny. Sama już jestem sytuacją zmęczona bo nie sypiam przez niego, ale chciałabym mu pomóc. On nigdy nie był bardzo lękliwy, nie jest tym typem bullka, który się wszystkiego boi. Raczej był dzielny, a to co się z nim dzieje jest dla mnie niewytłumaczalne
może ktoś miał podobny problem ?
Drugą kwestią jest to, że wyje po nocach. Zaczęło się to chyba w momencie gdy mój tata został oddelegowany do Kielc do pracy i wracał tylko na weekendy. Feo noc w noc pojękiwał, a gdy tata zmarł, praktycznie od roku nie ma nocy, żeby pies nie wył. I nie jest to "zwykłe" skomlenie, to jest wręcz rozpaczliwe wycie. Zastanawia mnie też, czy aby na pewno jest to kwestia związana z tatą, bo "właścicielką" psa jestem ja i to mi zawsze okazywał względy "swojej pani", a nie tacie. Próbowałam już próśb i gróźb, przytulałam i dawałam w tyłek, schodziłam do niego (mam pokój na piętrze) i ignorowałam. Obserwowałam go uważnie i na prawdę nie potrafię znaleźć przyczyny. Sama już jestem sytuacją zmęczona bo nie sypiam przez niego, ale chciałabym mu pomóc. On nigdy nie był bardzo lękliwy, nie jest tym typem bullka, który się wszystkiego boi. Raczej był dzielny, a to co się z nim dzieje jest dla mnie niewytłumaczalne
może ktoś miał podobny problem ?