Wróciłam, zachwycona warsztatami, pełna wrażen, liznąwszy trochę nowej wiedzy. No i z wiedzą, że moja suka naturlanym dzikarzem nie jest, ale przy zaangażowaniu z mojej strony mogłabym ja przygotować do konkursu, z tym, że wymagałoby to trochę pracy i czasu.
ale podobalo sie i mi i szczeniakowi.
Warstaty odbywały się w Trześni, w przemiłej atmosferze, w sumie przewinęło się około 30 psów, na stałe było chyba 20, znakomita większość to goncze polskie. Teoria teorią, ale nabywlaiśmy przede wszystkim wiedzę praktyczą. Pierwsza ważna informacja to ogromna różnica między psami "konkursowymi" a polujacymi rzeczywiście. Przygotowanie takich psów jest odmienne. Część praktyczna, czyli w zasadzie całe dnie, podzielona była na trzy podstawowe działy, wymagane na konkursach: praca w zagrodzie ( z dzikami), tropienie (po farbie, dochodzenie do skóry dziczej) i odłożenie/posłuszeństwo.
W zagrodzie było widać od razu psy, ktore są naturalnymi dzikarzami- wchodziły do zagrody i natychmiast wiedziały co robić, bez żadnego szkolenia. takich perełek kilka było. Dużą część psów trzeba było jednak nieco rozkręcać, albo rozszczekiwać, tylko nieliczne psy są zbyt ostre. Te spokojniejsze pracowały z doświadczonymi dzikarzami. Trzeba jednak pamiętać, że mieszkaliśmy tuż koło zagropdy i psy do obecności dzików po prostu błyskawicznie przywykly, tak jak dziki są porzyzwyczajone do psów. To były "swoje" dziki, zupełnie inne niż dziki w naturze. więc może i dlatego pasja była nieco mniejsza. Ale zabawa setna- zagroda 2,5 h, połowa to bagno, psy umęczone i włascicicele "polujący z nimi też.

wszyscy usyfieni równo
Praca na farbie (krwi) bardzo fajna, trypowy ślad użytkowy, z dużą swobodą dla psa. uczyliśmy się ukladać ścieżki, przygotowywać i konserwować farbę, prowadzić psa. Ścieżki krótkie, ale nieraz w trudnym terenie. Super zabawa. Także ścieżki dla tropwców.
Posłuszeństwo/odłożenie- głównie skuteczne przywołanie, zostawanie w warowaniu. na konkursie podczas odłożenia (zostawania psa) jest sparwdzenie reakcji psa na strzały. No i te strzały są naprawdę głośne, bo ze strzelby i z bardzo bliska, pies nie widzi właściciela.
Przy takim codziennym planie pracy byliśmy w przyjemny sposób wykończeni, organizacja na najwyższym poziomie, po prostu super. Dzikarstwo wciągnęło mnie, to cudowna zabawa dla mnie, która bardzo poprawiła moje relacje z psem. W końcu razem robiłysmy to, co dla psa najbardziej naturalne.
Słowo o Fi: odłożenie, rekacja na strzał i farba nieźle. W zagrodzie suka zbyt cicha, potrzebuje rozszczekania, a ona stra się polować po cichu, ale myślę, że to wypracujemy kiedyś, jeśli będę miała ochotę i czas na to. Dało mi to dużą wiedzę o własnym psie. Do zagrody musi wchodzić wypoczęta i nie mogę jej "spalać" zbyt długim nakręcaniem pod zagrodą. Tu muszę wyczuwać balans. Suka miała co prawda przebłyski i chwilami pracowała naprawdę fajnie. Jak większość psów nie chciała łazić za dzikami po bagnie

, prawidłowo wyczuwała najsłabsze zwierzę i starała się je osaczyć. do poziomu konkursowego /prób pracy jednak długa u niej droga.

Tak więc głowny zarzut- za cicha. Pierwsze spotkanie z dzikami było dla niej doskonałą lekcją. Suka stwierdziła, że biegnący na nią dzik ucieknie, jeśli wypręży się i na niego nawarkoli. No i się pomyliła.

Locha rzuciła ja kawałeczek i to nauczyło szczeniaka respektu dla dzików i ostrożności. Oczywiście nic się nie stało. Dziki były naprawdę super spokojne i łagodne. Byłam zadowolona z reakcji Fi- odskoczyła tylko na kilka metrów i warcząc z powrotem pobiegła za dzikami. Od tej pory jednak wiedziała, że nalezy uważać na najdelikatniejszy ruch dzika i bezpieczniej oszczekiwać z tyłu niż z przodu. jednak najfajniejszą zabawą dla niej jest zmuszenie dzików dla szrżowania. Dzik uciekajacy nie jest dla niej tak atrakcyjny jak dzik atakujący. Na świeżo to tyle. za kilka tygodni dostanę zdjęcia z warsztatów, wtedy je wstawię.
