Drugą kwestią jest to, że wyje po nocach. Zaczęło się to chyba w momencie gdy mój tata został oddelegowany do Kielc do pracy i wracał tylko na weekendy. Feo noc w noc pojękiwał, a gdy tata zmarł, praktycznie od roku nie ma nocy, żeby pies nie wył. I nie jest to "zwykłe" skomlenie, to jest wręcz rozpaczliwe wycie. Zastanawia mnie też, czy aby na pewno jest to kwestia związana z tatą, bo "właścicielką" psa jestem ja i to mi zawsze okazywał względy "swojej pani", a nie tacie. Próbowałam już próśb i gróźb, przytulałam i dawałam w tyłek, schodziłam do niego (mam pokój na piętrze) i ignorowałam. Obserwowałam go uważnie i na prawdę nie potrafię znaleźć przyczyny. Sama już jestem sytuacją zmęczona bo nie sypiam przez niego, ale chciałabym mu pomóc. On nigdy nie był bardzo lękliwy, nie jest tym typem bullka, który się wszystkiego boi. Raczej był dzielny, a to co się z nim dzieje jest dla mnie niewytłumaczalne
może ktoś miał podobny problem ?



