W życiu miałam 3 bulle i z każdym przeszłam etap uczenia komendy do mnie.
1. Moja pierwsza już świętej pamięci bullinka była naprawdę trudnym przypadkiem, wyjątkowa indywidualistką. Na nią poskutkowało szkolenie wraz z innymi psami (poważnie: patrzyła co robią inne psy na daną komendę i naśladowała

) i ćwiczenie na 20 metrowej lince. Pod koniec szkolenia świetnie się z nią pracowało, ale jak to każdy bull miała czasem wciąż swoje wizje spaceru i potrafiła czasem zwiać za zwierzyną. Wtedy jedyne co pomagało to zawołać ją, aby popatrzyła w nasza stronę i uciekać w przeciwnym kierunku. Zawsze się bała zostać sama i biegła za nami zapominając o celu swojego polowania.
2. Moja obecna Sindusia miała naprawdę potencjał ale jak już wspominałam w poprzednich wątkach, została rozpuszczona jak małe dziecko - oczywiście przez moich rodziców. Kiedy była mała i tak do około 1,5 roku bardzo dużo z nią bawiłam się, ćwiczyłam i w efekcie Sindi była naprawdę grzecznym i posłusznym psiakiem i nawet w sytuacji gdy zauważyła krowę czy owcę była odwoływalna. W gruncie rzeczy nie było nawet trzeba jej uczyć posłuszeństwa, sama z siebie się słuchała i trzymała blisko podczas spacerów. W ciągu ostatniego roku, kiedy to cały swój wolny czas poświęciłam Cerberowi, niestety rodzice zupełnie rozpuścili Sindi, z nikogo i niczego sobie nic nie robi. Są małe szanse na jej resocjalizację. Rodzice nie widzą potrzeby pracy nad nią a ja musze skupić się na Serku który ma wciąż problemy.
3. Mój Serek na szczęście nie oddala się ode mnie nawet na 5 metrów. Nigdy się nie oddala, i nawet jak idzie kilka metrów przedemną to co chwilkę się odwraca i sprawdza czy nadal za nim idę. Nawet gdy coś go zainteresuje, lub zatrzyma się na dłuższą chwilę obwąchać jakieś miejsce wystarczy go zawołać „chodź chodź” lub „idziemy” i zaraz grzecznie przybiega. W gruncie rzeczy na całe moje szczęście pośród wielu problemów wychowawczych jakie miałam z Cerberkiem chociaż z przychodzeniem nigdy nie było kłopotów.
Ale pomysł Magdaleny z piszczałka to genialna sprawa, szczególnie jak zdzierasz sobie gardło, żeby pies w ogóle chciał popatrzeć w twoją stronę. Wtedy na 101% pisk zabawki zwróci uwagę psa a być może i nawet przybiegnie do nas;) Przy czym zaznaczę że nigdy nie puszczam psów samopas, tak żeby wolno biegały na otwartym terenie. Boję się ze wpadnie im coś głupiego do głowy polecą za jakąś wiewiórką, wpadną pod samochód albo pogryzie je jakiś pies. Równie obawiam się że mogą po prostu zostać skradzione przez handlarzy psów lub ludzi wystawiających psy do walki... Zdarza się że pozwalam psiakom pobiegać samym w lesie czy na łące, wtedy pozostawiam im przypięta 5 metrową linkę, ciągnąca się po ziemi i oczywiście pies ma ZAWSZE przypięty mój numer telefonu do obroży....