Jestem w kropce, bo wiem że konsekwencja i cierpliwość to podstawa, ale boję się też tego że tak sie "rozbestwi" że bedzie chodził TYLKO za nagrodą, a nie wyobrażam sobie spaceru na zasadzie 2 metry postój, nagrody, dwa metry. Bo przykładowo na spacerze robie tak 10, 15 razy licząć że za 16 czy 20 wreszcie pójdzie " za samo ogłaskanie" i nic
zapieranie na spacerze
zapieranie na spacerze
Mój psiak gdy wychodzę z nim na spacer od momentu wyjścia z klatki zapiera się i za chiny nie chce iść dalej ;/ Oczywiście próbuje z nagrodami - odchodzę kawałeczek na długość smyczy , kucam daje smakołyk i wtedy przychodzi, ale znowu staje i się zapiera. Robię tak kilkanaście razy ale efektów brak - idzie tylko po nagrodę. Raz próbowałam go poprostu ciągnąć na siłę, ale oczywiście to też nic nie dało, a efekt odwrotny. Jeśli go spuszczę gdzieś ze smyczy to dużo chętniej chodzi i staram się to jego zapieranie kojarzyć własnie z niechęcią do chodzenia na smyczy. Lecz z drugiej strony jak już jakimś cudem uda mi się go nakłonić do przejścia dalej to idzie ładnie koło nogi, nie szarpie.
Jestem w kropce, bo wiem że konsekwencja i cierpliwość to podstawa, ale boję się też tego że tak sie "rozbestwi" że bedzie chodził TYLKO za nagrodą, a nie wyobrażam sobie spaceru na zasadzie 2 metry postój, nagrody, dwa metry. Bo przykładowo na spacerze robie tak 10, 15 razy licząć że za 16 czy 20 wreszcie pójdzie " za samo ogłaskanie" i nic
proszę o pomoc.
Jestem w kropce, bo wiem że konsekwencja i cierpliwość to podstawa, ale boję się też tego że tak sie "rozbestwi" że bedzie chodził TYLKO za nagrodą, a nie wyobrażam sobie spaceru na zasadzie 2 metry postój, nagrody, dwa metry. Bo przykładowo na spacerze robie tak 10, 15 razy licząć że za 16 czy 20 wreszcie pójdzie " za samo ogłaskanie" i nic
Re: zapieranie na spacerze
Ciąganie na smyczy nie wiele da. Smycz rozciągana to też nie jest dobry pomysł ciężko na niej panować nad psem. Spróbuj zmienić obrożę na szelki lub na odwrót. Ja miałem problem z moją sunią na obroży strasznie ciągła a na szelach spoko luz a większość ludzi twierdziło że będzie odwrotnie. Może jest coś co spa straszy często gęsto bullki nie lubią mieć mokrych łap
Witamy w świecie tych "potworów"
Witamy w świecie tych "potworów"
Pozdrawiamy Karina, Bolek "Bolas" i nasza AZUMI
Re: zapieranie na spacerze
Moja sucz przy takiej pogodzie jak ostatnio za chiny nie chce iść gdzieś dalej, tylko siku i do domu. Nic nie pomaga, trudno.
Tekla i ja
Re: zapieranie na spacerze
Miał szelki, teraz ma obroże -widze ze to drugie bardziej mu pasuje, ale chodzic dalej nie chce ;/ niewiem juz jak go przekonac.
Re: zapieranie na spacerze
Na samym początku też miałem taki problem. Wykorzystałem instynkt podążania za stadem. Wokół nie było żadnych samochodów, psów, ludzi itd., Wilson zaczął zapierać się i w końcu usiadł. Odwróciłem się do niego i po krótkiej komendzie "noga" puściłem smycz odchodząc od psa. Cały czas nasłuchiwałem czy nic nie zbliża się oraz czy Wili zaczął podążać za mną. Po przejściu 5-10 kroków odwróciłem się ponownie i powtórzyłem komendę "noga" z minimalnym przychyleniem się do psa (na zachętę przyjścia oraz sprecyzowania przekazu "tak, do Ciebie mówię") ale bez kucania. Pies powoli poderwał się i zaczął iść w moją stronę, powtórzyłem jeszcze raz komendę "noga" i zacząłem odchodzić od niego (to pies ma iść za przewodnikiem a nie przewodnik ma czekać na ociągającego się psa). Oczywiście odchodziłem w spacerowym tempie ale w zdecydowanym kierunku. Wili nadrobił dystans jaki nas dzielił, dostał smakołyk w dziób a ja międzyczasie pochwyciłem smycz.
Wydaje się to takie piękne i łatwe ale kilka razy musiałem to powtórzyć aby kapnął się o co chodzi.
Mały szybko pojął, że na spacerze musi pilnować się.
Później rozpoczęliśmy trening chodzenia na krótkiej luźnej smyczy z kolczatką na szyi. Nie podobał mi się pomysł zakładania kolczatki psu ale behawiorystka i trenerka psów szybko uświadomiła mi jak to działa i jak prawidłowo użyć takiego narzędzia pracy z psem. Tu niestety muszę przerwać opowieść ze względów zdrowotnych Wila (noga w gipsie). Przekażę później szerszą relację z używania kolczatki do treningu. Póki co skupiamy się z żoną na zdrowi Wilasa (w końcu to nasz "synio"
).
Wydaje się to takie piękne i łatwe ale kilka razy musiałem to powtórzyć aby kapnął się o co chodzi.
Mały szybko pojął, że na spacerze musi pilnować się.
Później rozpoczęliśmy trening chodzenia na krótkiej luźnej smyczy z kolczatką na szyi. Nie podobał mi się pomysł zakładania kolczatki psu ale behawiorystka i trenerka psów szybko uświadomiła mi jak to działa i jak prawidłowo użyć takiego narzędzia pracy z psem. Tu niestety muszę przerwać opowieść ze względów zdrowotnych Wila (noga w gipsie). Przekażę później szerszą relację z używania kolczatki do treningu. Póki co skupiamy się z żoną na zdrowi Wilasa (w końcu to nasz "synio"
Człowiek jest wynikiem sumy stosunków przeciwieństw...
Natomiast pies jest psi :)
Natomiast pies jest psi :)
Re: zapieranie na spacerze
Nasza historia była dramatyczna. Nasza sunia z hodowli - pod lasem musiała przenieść się w sam środek dużego miasta. Wyglądało to tak, że od dziewiątego tygodnia po zamknięciu drzwi od chałupy pies siadał, zapierał się łapami i wył w niebogłosy jak obdzierany ze skóry. Że była wtedy maleńka i słodka, sąsiedzi nas wyzywali na każdym kroku, że na pewno ją bijemy, maltretujemy i nie wiadomo co jeszcze. A pies po prostu nienawidził wychodzić na dwór. Problem rozwiązaliśmy cierpliwością. Na spacery wychodziliśmy z książkami w łapie. Dwa kroki do przodu i po zachęceniu psa - do podjęcia tego wyzwania (co olewała, potem manifestując swoje stanowisko przeraźliwym kwileniem) zabieraliśmy się do lektury. Wyglądało to dosyć groteskowo, ale po 30 - 40 minutach pies się załamywał podchodził - zostawał nagradzany i kolejne dwa kroki w takim samym systemie. Raz przez ulicę wewnętrzną, jednokierunkową - przechodziłam z moją suką przez 1,5 godziny! Potem poprosiliśmy przyjaciół aby przychodzili do nas ze swoimi szitsusiami. Nasza bulka widziała ziomka raz od razu, potem trochę dalej i dalej. Gdzieś po 2 miesiącach zaczeła normalnie chodzić. Potem role się odwróciły i to my byliśmy ci oporni na końcu smyczy, ale przez ten problem także jakoś przebrnęliśmy i łazi już porządnie przy nóżce.



