Primum non nocere
Szanowni państwo napisałem się ostro i wadomość mi "nie poszła", zatem, ponieważ temat uważam za ważny, jeszcze raz ale krócej. Najważniejszymi elementami badania lekarskiego są: wywiad, badanie oglądaniem, obmacywaniem, osłuchiwaniem i opukiwaniem. Wszelkie badania pomocnicze czy konsultacje zleca się CHOREMU by rozwiać wątpliwości diagnostyczne, róznicować choroby, zawęzić diagnozę, ustalić sposób i skuteczność leczenia, jego ew. skutki uboczne itp. Wyjątkiem są tu poważne schorzenia, których uchwtne klinicznie objawy pojawiają się dopiero w okresie zaawansowanej choroby, głównie chodzi tu o choroby nowotworowe - a więc badania na obecność i pozim markerów, badania obrazowe, cytologiczne i wiele innych. Generalnie jednak profilaktyka polega na unikaniu czynników promujących choroby czy urazy. Cotygodniwe badanie radiologiczne nie uchroni nas przed złamaniem kończyny, na pewno zaś narazi na napromieniowanie, tak samo jak comiesięczne badanie moczu i USG nerek nie zapobiegnie ich zapaleniu.
Zatem po co ma zlecać pacjentowi z wywiadem bez znaczenia i "czystemu" osłuchowo i opukowo zdjęcie klatki piersiowej? Po co zdrowemu, młodemu sprawnemu, bez objawów i wywiadu TMR kręgosłupa? Po co dobrze ruszającemu się i kątującemu bulowi zdjęcie rzepki, skoro anomalia w tym zakresie są uchwytne klinicznie? Po co mu BAER, skoro klinicznie można stwiredzić, że słyszy? (BAER nota bene powstało głownie do badania maleńkich dzieci, którym nie można klinicznie zbadać słuchu i do róznicowania pochodzenia głuchoty - obwodowa czy ośrodkowa). Po co mu badania moczu i nerek, skoro nie zdradza żadnych objawów dysurycznych, zawsze obecnych przy schorzeniach dróg moczowych i nerek? Po co, po co i po co. Każda czynnośc medyczna i badanie ma swoje wskazania. Nie należy do nich na pewno tzw wyważanie otwartych drzwi. Ale, powie ktoś, co tam, stać mnie to robię. Otóż, właśnie - primum non nocere: po pierwsze nie szkodzić.
Wszelkie te zabiegi ( za wyjątkiem zbiórki moczu, ale i to trzeba zrobić prawidłowo) można wykonać w znieczuleniu ogólnym lub tzw. głębokiej sedacji. A każda taka narkoza pozostawiapo sobie ślad. Poza tym, kiedyś, dawno, gdy dopiero się specjalizowałem, i to do I stopnia (bardzo więc dawno) pewien stary wga anestezjologiczny, gdy poprosiłem go " panie doktorze, mam taki mły zabieg - nacięcie ropnia, proszę mi znieczulić chorego" odparł: "pamiętaj, doktor, są małe zabiegi, ale małych znieczuleń nie ma. Siadaj, zapal sobie, ja skończę herbatkę, odpocznę, się zrobi". Zbaraniałem. Nie ma małych znieczuleń! Święte słowa! Wieczna nauka. Nie ma małych znieczuleń, zwłaszcza tych dożylnych, krótkotrwałych, każde z nich jest obarczone ryzykiem powikłań, często tych najgorszych - śmiertelnych. Nawet, gdy prowadzi je anestezjolog, z odpowiednim sprzętem, lekami, wiedzą, doświadczeniem... Każde znich pozostawia na krócej lub dłużej ślad. Czy warto zatem ryzykować i...nabijać kabzę sprytnym lek-wetom po to tylko, by udowodnić to co widać i wiadomo? Zdecydowana większość chorób i wad wrodzonych daje objawy kliniczne. Dostępność wielu mniej czy bardziej nowoczesnych metod diagnostycznych i terapeutycznych na rynku świadczeń weterynaryjnych, to ogromny krok naprzód, cieszę się z tego i sznuję trud ludzi je wprowadzających. Ale stosujmy je wtedy, kiedy są ku temu wskazania, a nie po to, by sprzęt się jak najprędzej zwrócił, lub by błysnąć jeszce jednym papierkiem konkurencyjnemu hodowcy lub nabywcy szczeniaka. Z całym szacunkiem:)
To, z konieczności, bardzo krótki wywód. Ale tezy w nim zawarte, świetnie się bronią, wierzcie mi.
Zatem po co ma zlecać pacjentowi z wywiadem bez znaczenia i "czystemu" osłuchowo i opukowo zdjęcie klatki piersiowej? Po co zdrowemu, młodemu sprawnemu, bez objawów i wywiadu TMR kręgosłupa? Po co dobrze ruszającemu się i kątującemu bulowi zdjęcie rzepki, skoro anomalia w tym zakresie są uchwytne klinicznie? Po co mu BAER, skoro klinicznie można stwiredzić, że słyszy? (BAER nota bene powstało głownie do badania maleńkich dzieci, którym nie można klinicznie zbadać słuchu i do róznicowania pochodzenia głuchoty - obwodowa czy ośrodkowa). Po co mu badania moczu i nerek, skoro nie zdradza żadnych objawów dysurycznych, zawsze obecnych przy schorzeniach dróg moczowych i nerek? Po co, po co i po co. Każda czynnośc medyczna i badanie ma swoje wskazania. Nie należy do nich na pewno tzw wyważanie otwartych drzwi. Ale, powie ktoś, co tam, stać mnie to robię. Otóż, właśnie - primum non nocere: po pierwsze nie szkodzić.
Wszelkie te zabiegi ( za wyjątkiem zbiórki moczu, ale i to trzeba zrobić prawidłowo) można wykonać w znieczuleniu ogólnym lub tzw. głębokiej sedacji. A każda taka narkoza pozostawiapo sobie ślad. Poza tym, kiedyś, dawno, gdy dopiero się specjalizowałem, i to do I stopnia (bardzo więc dawno) pewien stary wga anestezjologiczny, gdy poprosiłem go " panie doktorze, mam taki mły zabieg - nacięcie ropnia, proszę mi znieczulić chorego" odparł: "pamiętaj, doktor, są małe zabiegi, ale małych znieczuleń nie ma. Siadaj, zapal sobie, ja skończę herbatkę, odpocznę, się zrobi". Zbaraniałem. Nie ma małych znieczuleń! Święte słowa! Wieczna nauka. Nie ma małych znieczuleń, zwłaszcza tych dożylnych, krótkotrwałych, każde z nich jest obarczone ryzykiem powikłań, często tych najgorszych - śmiertelnych. Nawet, gdy prowadzi je anestezjolog, z odpowiednim sprzętem, lekami, wiedzą, doświadczeniem... Każde znich pozostawia na krócej lub dłużej ślad. Czy warto zatem ryzykować i...nabijać kabzę sprytnym lek-wetom po to tylko, by udowodnić to co widać i wiadomo? Zdecydowana większość chorób i wad wrodzonych daje objawy kliniczne. Dostępność wielu mniej czy bardziej nowoczesnych metod diagnostycznych i terapeutycznych na rynku świadczeń weterynaryjnych, to ogromny krok naprzód, cieszę się z tego i sznuję trud ludzi je wprowadzających. Ale stosujmy je wtedy, kiedy są ku temu wskazania, a nie po to, by sprzęt się jak najprędzej zwrócił, lub by błysnąć jeszce jednym papierkiem konkurencyjnemu hodowcy lub nabywcy szczeniaka. Z całym szacunkiem:)
To, z konieczności, bardzo krótki wywód. Ale tezy w nim zawarte, świetnie się bronią, wierzcie mi.