Trochę odejdę od tematu... Mój mąż o mojej miłości do buli wiedział od początku - stwierdził- "Nigdy takiego psa"

Wygląd komentował zaczynając od "świni" a na "mutancie popromiennym"

kończąc. Bolało bardzo... Dla niego pies to owczarek niemiecki i żaden inny... Lata płynęły i powoli przekonałam go do swojej wymarzonej rasy - zaznaczył tylko, żeby nie był to biały bulik, no i że wychodzić z nim nie będzie - bo wstyd

OK. - stąd nasza pręgowana bulisia.... i co - pierwszą noc spędziła w łóżku z mężem (sam ją wziął, podczas gdy ja usypiałam synka

, tak słodko spali, że ja zostałam u dziecka

) Gdy opowiada znajomym o psie mówi: Mamy BULTERIERA ( dosłownie - wielkimi literami

)- dziś stwierdził, że do białego też by się przyzwyczaił....
A wracając do tematu... tu w Irlandii bardzo przyjacielsko odnoszą się do psów. Buli zbytnio nie znają, może z cztery osoby podeszły do nas wiedząc, że to bulterier i podkreślając, że kochają bule. Wiele osób pyta się co to za rasa, może ze trzy razy usłyszałam, że to pitbul. Nikt się nie bał... Pewnie po powrocie do Polski zaskoczą mnie reakcje, ale dzięki Wam wiem czego się spodziewać
Pare fotek "Pan i jego BULTERIER" - na dowód, że najgorszego sceptyka buliś potrafi odmienić