Piesek zwrócił moją uwagę na allegro (swoją drogą b. ładny bull) i mail wydał mi się znajomy. Poszperałam w starych mailach i okazało się, że jego właścicielką jest ta sama dziewczyna, która brała ode mnie Buliona! Skonatktowałam sie z Edytą, ta zadzwoniła pod podany nr i okazało się, że faktycznie, to dziewczyna, która brała Buliona. Nie zwykłam oceniać ludzi szczególnie surowo, ale wiem w jakiej kondycji psa oddawałam i z przekazów Edi wiem, co zastały w Lublinie

Na zdjęciach Spartan wygląda na zadbanego, co cieszy, jednak cała akcja ze stratą pracy jest moim zdaniem grubymi nićmi szyta. Popatrzyłam na posty MW i widzę, że pies ma przodo, szukała też kontaktu do szkoleniowca, więc są mocne przypuszczenia, że kolejny pies po prostu nie spełnił oczekiwań

Bulla nie wystarczy postawić na podłodze i powiedzieć "no to teraz się wychowuj" - to raz. Pies na zdjęciach wygląda imponująco i przy takim całokształcie przodozgryz da się przełknąć - to dwa. Jednak aby do takich wnioskow dojść trzeba mieć choćby elementarną wiedzę o rasie, której Marta najwyraźniej do dziś nie nabyła, co potwierdza fakt oddania przez nią kolejnego psa. Nie piszę tego po to aby koleżankę Martę piętnować, ale po to aby przestrzec hodowców przed sprzedaniem jej kolejnego psa. Pomysł na czarną listę nabywców jest jak najbardziej zacny, bo to już kolejna osoba, która najwyraźniej traktuje żywe zwierzę jak towar, który w razie nie spełniania wymagań można oddać spowrotem do sklepu, tudzież odsprzedać i kupić "lepszy model".
Anka - powinnam gdzieś mieć umowę adopcyjną Buliona, w której mam wszystkie dane Marty spisane z dowodu. Nie wiem czy spisałaś umowę k-s, jeśli nie, to oczywiście udostępnię Ci te dane. Nie wiem co stanowi regulamin allegro i ile czasu ma sprzedający na finalizację transakcji (bo rozumiem, że GC wpłacił pieniądze?), ale po upływie tego terminu od razu bym zgłaszała sprawę do allegro i na policję.
Jeśli inni hodowcy chcą dane tej osoby, aby uniknąć sprzedaży psa, również je udostępnię.
Szkoda, że nikt się wcześniej nie zorientował, że to ta sama osoba, szkoda, ze Marta sama się nie przyznała, może sprawy inaczej by się potoczyły i zamiast piętnować moglibyśmy pomóc w prowadzeniu psa.