Księciunio dał wczoraj czadu. Nie było mnie w domu, więc relację znam z opowiadań...
WYCIECZKA TOFIKA, czyli
WYĆFIKA
Wieczorem, jak zwykle Tofik siedział w ogrodzie. Nie ważne, czy zima czy lato on swoje 40 minut musi pobiegać po włościach. Szczekaniem daje znać, że czas do domu. Rodzice wypuścili go ok. 20.00. Ok. 20.45 byli zaskoczeni, że szczekania nie słychać. Tata poszedł po niego i.... okazało się, że bramka od ogrodu na ulicę jest otwarta. Panika

. Księciunia nie było już bardzo długo, ponieważ śnieg zdążył przykryć wszystkie ślady. W domu popłoch i akcja ratownicza. Tata z moim małżem (Łosiem) pobiegli szukać Tofa, mama została na straży w domu. Panowie rozdzielili się za bramką - tata w lewo, Łosiu w prawo. Poszli uliczkami, którymi zwykle chodzimy na spacery. Tata natknął się na ślady psa, niestety kawałek dalej śnieg zasypał wszystko. Nikt z mijanych ludzi nie widział samotnego, wałęsającego się prosiaka. Od momentu rozpoczęcia akcji poszukiwawczej minęło ponad pół godziny.
Mama stała przed domem. Zrobiło jej się zimno, bo wyskoczyła w papciach i samym polarze. Poszła do domu, żeby się cieplej ubrać. Założyła buciory, kurtkę i poszła do drzwi wyjściowych. Otworzyła je, a tam... wdarł się do domu biały łeb, z bardzo charakterystyczną czarną łatą na oku. Następnie wpłynęło białe cielsko, a na koniec merdający ogonek. Pan Jaśnie Oświecony Księciunio wrócił ze spaceru do domu. SAM

. Cały i zdrowy. Odtwarzając później ślady, które widział tata, doszliśmy do wniosku, że przeszedł standardową trasę spacerową.
Tofik został zaproszony na ucztę - dostał kiełbasę, serek, chlebuś i jajeczko. Nie spodziewał się takiej kolacji, ale jak dają to przeca trza brać.
Epilog
Panowie z akcji ratowniczej jeszcze długo krążyli po okolicy, ponieważ nie wzięli ze sobą telefonów. Gdy tata wrócił i dowiedział się, że Tofik sam przyszedł, a Łosia jeszcze nie ma, postanowił pójść po Łosia. W międzyczasie Łosiu wrócił

i dowiedziawszy się, że tata po niego poszedł, stwierdził, że już nigdzie nie wychodzi. Tata wrócił po kolejnych 15 minutach i tak zakończyła się cała historia.
Ja do domu wróciłam po wszystkim. Nikt mnie wcześniej nie poinformował o wycieczce Jaśnie Panicza.
Tofik spał smacznie w pontoniku zażółcając powietrze efektami specjalnymi po uczcie, u rodziców było Walne Zebranie Sprawozdawcze a na stole do połowy opróżniony łiskacz.