Dzięki wielkie za komentarze

.
Cieszę się, że audycja tak została przez was przyjęta. Ja i Łosiu też byliśmy ciekawi jak to wszystko wyszło, ponieważ to co wrzuciłam to zlepek z kilku wejść antenowych.
A kulisy wywiadu też były niezłe
Klimat w Antyradiu jest niesamowity, a Dżadża prowadzi audycję tak, że nawet jak ktoś ma stresa to szybko mu mija.
A my mieliśmy stresa jak cholera. Do Warszawy wyjechaliśmy ok. południa, żeby spokojnie dojechać na 18.00. Z postojami i w ślimaczym tempie w Jankach byliśmy o 16.20. Stamtąd do siedziby Antyradia jest 12 km. Teraz Antyradio mieści się niedaleko Pałacu Kultury. No co, w 1.40 nie dojedziemy? No i prawie nie dojechaliśmy... Złapały nas koszmarne korki. Grójecka, Aleje po prostu MASAKRA! Była 17.55 a my mieliśmy jeszcze prawie 2 km. No i szybka decyzja - porzuciliśmy na poboczu auto i biegiem do studia. W pędzie jeszcze telefon do Dżadży, że biegniemy. Potrącaliśmy przechodniów i chyba wyglądaliśmy jak uciekający złodzieje

. Do tego zaczęły przy pałacu walić petardy, no prawie trzecia wojna światowa. Potem się okazało, że to pokaz sztucznych ogni przy odsłanianiu loga Euro 2012. A już myślałam, że do nas strzelają
Dżadża trochę przeciągnął wstęp audycji. Wpadliśmy do studia 16.14. Ja o mało nie wyplułam płuc - 2 minuty i weszliśmy na antenę. No potem już widzieliście i słyszeliście

. Po powrocie do auta okazało się że nie ma szyby od strony kierowcy... Ale nigdzie nie było odłamków. W aucie wszystko było. Okazało się, że jak pytaliśmy o drogę, to Łosiu nie zasunął okna a pinda Cytryna "zapomniała" zamknąć szybę gdy zapiszczała, że zamknęła zamki. Uff, tak było... Do domu dotarliśmy po północy całe szczęście bez przygód

.
